IzakTV

Strona główna » Co się dzieje za zamkniętymi drzwiami?

Co się dzieje za zamkniętymi drzwiami?

Autor: Piotr Ossowski

Za nami pierwszy, smutny dzień IEM-u Katowice. Na obiekcie znajduje się tylko kilkaset upoważnionych do tego osób. Jak jest za zamkniętymi drzwiami?

Swoją wczorajszą podróż rozpocząłem od wyjazdu z Bielska-Białej do Katowic. Trasa przebiegała sprawnie, po niecałych 55 minutach byłem już pod Spodkiem. Wtedy, w okolicach godziny 14 spotkałem się z pierwszymi trudnościami – wokół Międzynarodowego Centrum Kongresowego pozamykano kilka ulic, co spowodowało znaczne utrudnienia w poruszaniu. Kilkanaście minut po 14 pomyślnie jednak dotarłem do MCK-u. Po sprawdzeniu temperatury ciała przez służby medyczne odebrałem akredytację. Niestety, była to jedynie opaska – obyło się bez plastikowych ani papierowych form, czego po prostu szkoda, bo to bardzo fajna pamiątka.

MCK Katowice, fot. katowice24.info

Był to mój pierwszy raz na IEM-ie. Przeszedłem od razu w stronę Spodka mijając puste korytarze, na których można było spotkać jedynie służby porządkowe. W przejściu do głównej areny otwarte było jedynie stoisko ESL. W holu MCK-u dostępna była jedynie recepcja oraz jedna knajpa EMCEK.

fot. Aleksander Kurcoń

Szybciutko przemknąłem dalej i udałem się do najbardziej żywego miejsca całego eventu – press room’u.

Pokój dla dziennikarzy to z pewnością jedno z bardziej imponujących miejsc IEM-u. Dla przybyłych tutaj członków wielu redakcji do dyspozycji były napoje. Niestety (niektórzy powiedzą, że jestem rozpieszczony) zabrakło jedzenia, a także telewizorów, które ponoć były w poprzednich edycjach. Mówiąc o tym pokoju, w tle zdjęcia widzicie ściankę, na której miejsce miały konferencje prasowe. Tutaj jedno z większych rozczarowań. Fatalna organizacja – brak mikrofonu oraz prowadzącego spowodowały, że wspomniane konferencje stały na niestety niskim poziomie. Przykładem była sytuacja, w której jeden z dziennikarzy, kucając na ziemi kilkukrotnie zadawał pytanie trenerowi G2, ten nie mógł dosłyszeć słów redaktora. Co by jednak nie mówić, press room na IEM-ie to klasa światowa i same warunki pracy są wysokiej jakości.

Po obejrzeniu pokoju dla dziennikarzy udałem się wraz z moim kolegą z redakcji na otwarcie turnieju, które po prostu wzbudziło we mnie prawdziwe ciarki. Pomimo braku publiczności, co powodowało pustkę, ESL zrobiło fantastyczną pracę. Film zaprezentowany przez organizatorów IEM-a był wzruszający, a do tego nagłośnienie na hali oraz gra świateł zrobiła robotę, że ciarki przechodziły całe ciało.

Nie będę się już więcej rozpisywał o decyzji Wojewody Śląskiego, a także jej konsekwencjach. Po prostu zostawię to:

fot. Aleksander Kurcoń

Podczas meczów na samej hali było zazwyczaj około 100 osób. Większość dziennikarzy spędzała swój czas w press room’ie. Komentatorzy mieli natomiast specjalne budki, z których mogli działać. Oglądanie spotkań z najlepszych miejsc katowickiej areny to na pewno spore przeżycie jednak oprócz głosu komentatorów, który odbija się echem po całej hali słychać było jedynie okrzyki graczy, głównie po pomyślnie zakończonych rundach. Powiem krótko – ze względu na to, że to mój pierwszy IEM, wyobraźnia działa bardzo intensywnie, “co by było gdyby…”.

Poziom sportowy zawodów jest niewątpliwie bardzo wysoki. Transmisje online są bardzo blisko rekordów i jestem wręcz pewien, że już dziś padną nowe najlepsze wyniki oglądalności, które pobiją te z finału EPICENTER 2017. Można odnieść wrażenie, że po decyzji Wojewody Śląskiego z organizatorów na miejscu zdecydowanie uszło powietrze, co zresztą wcale nie jest dziwne. Mam jednak przeogromną nadzieję, że te niecodziennie chwile uda się przekuć w sukces i powrót na szczyt już w 2021 roku, kiedy to chyba po raz pierwszy w historii będzie miała sytuacja, że po rocznej przerwie fani esportu będą mogli wrócić do areny rozgrywek. Jest przekonany, że zainteresowanie IEM-em Katowice 2021 może przerosnąć oczekiwania wszystkich, a także organizatorzy dołożą wszystkich sił, aby to było najpiękniejsze wydarzenie w historii esportu. ESL wie, jak to robić.