IzakTV

Strona główna » Drużyna, której oddałem moje esportowe serce

Drużyna, której oddałem moje esportowe serce

Autor: Piotr Ossowski

To będzie emocjonalny wpis. Zacząłem się interesować sceną cs-a dość późno. Virtus.pro śledziłem od majora w Krakowie, nie załapałem się na większe sukcesy. Zawsze jednak lubiłem TaZa i śledziłem jego poczynania. Jego przejście do Teamu Kinguin obdarzyłem dużym smutkiem, a zarazem ogromnym zainteresowaniem, jak to się potoczy. Dziś jest smutny dla mnie dzień, aczkolwiek tak to chyba musiało się skończyć. Podsumujmy więc historię Teamu Kinguin, a potem ARCY od przyjścia TaZa i budowy nowego projektu.

Mamy początek 2018 roku. Koniec legendarnego składu Virtus.pro. Wiemy, że TaZ odchodzi i kończy się pewna epoka. Rosyjska organizacja jest po pierwszych rozmowach z Teamem Kinguin, który wypożyczył do VP MICHA. W międzyczasie u Pingwinów przeprowadzany jest jeden z gorszych projektów w historii polskiego cs-a. Władze Kinguin postanowiły połączyć polski skład z portugalską krwią. Niestety, to zestawienie kompletnie nie wyszło, pomiędzy graczami nie było żadnej chemii.

12 marca 2018

Przełomowy dzień dla Teamu Kinguin. Na ławkę zostaje wysłany “zaciąg” z Portugalii. MUTiRiS i fox nie sprostali oczekiwaniom zarządu. Do akcji wkracza całkowicie nowy skład. Z organizacją kontrakty podpisują TaZ, MINISE oraz reatz. To oni będą grali u boku trzonu, który był nie do ruszenia, czyli rallen, mouz oraz trener Loord. Za TaZem pełna wspomnień przygoda z Virtus.pro, przed MINISE’m możliwość powrotu na najwyższy poziom po dobrym czasie w PRIDE, który spędził wraz z reatzem. Ten drugi jednak był postacią znacznie mniej znaną w polskim cs’ie. Przed Pawłem “reatzem” Jańczakiem była niezwykle ciekawa przygoda, która mogła wywindować go bardzo wysoko.

Tak zaczął się pierwszy i chyba ten zdecydowanie bardziej udany rok w historii projektu Team Kinguin/ARCY.

Początki nowego Kinguin

Nowy skład Pingwinów od początku prezentował się bardzo przyzwoicie. Pierwszym sprawdzianem było ESEA MDL oraz sezon zasadniczy tych rozgrywek. Tam zawodnicy spisali się na piątkę, zajmując drugie miejsce z bilansem jedenastu zwycięstw i pięciu porażek. Choć w dalszej fazie play-off drużyna zawiodła i uległa Team Spirit 0:2 (ten mecz bardzo dobrze pamiętam, Kinguin prowadziło na Cache’u 14:3 i przegrali 16:19), ogólne wejście nowego zespołu można było nazwać obiecującym. Po zakończeniu MDL-a drużyna plasowała się już około czterdziestego miejsca w rankingu hltv.org.

Pierwszy LAN

Pomiędzy sezonem zasadniczym ESEA MDL, a jego play-offami drużynie przyszło pokazać się na pierwszym turnieju LAN-owym, którym było Copenhagen Games. Tam Pingwinki otrzymały zaproszenie. Ich występ można było jednak określić falstartem. Drużyna spaliła się mentalnie i nie podołała presji społeczności, która oczekiwała przynajmniej wyjścia z grupy. Na początku Polacy ulegli ekipie Imperial 0:2. Później w meczu o życie zaprezentowali się przyzwoicie, dosyć sprawnie pokonując Sprout 2:0. Niestety, w meczu o Kinguin zawiodło, TaZ i spółka zostali pokonani przez Heroic 0:2. Polacy ze spuszczonymi głowami opuszczali stolicę Danii.

MINISE podczas Copenhagen Games

Wicemistrzostwo Polski

Kolejnym etapem było zdobycie przez Kinguin wicemistrzostwa Polski. Przyzwoity występ na polskiej scenie mógł podbudować drużynę. Pingwiny zajęły drugie miejsce ulegając w ESL Arenie AGO 0:2. W międzyczasie ekipa, o której mowa, uplasowała się na drugim miejscu kolejnego sezonu ESEA MDL, który niestety nie był premiowany promocją do ESL Pro League, jednak gwarantował drużynie niezły zastrzyk gotówki.

Ciężka i żmudna praca w pogoni za efektami

Czas od czerwca do połowy października był najlepszym okresem, jeśli chodzi o sukcesy w historii całego projektu. To właśnie wtedy Kinguin wzbiło się na naprawdę wysoki poziom. Drużyna zajmowała szesnaste miejsce w rankingu hltv.org, co było naprawdę dobrym wynikiem i w obecnej sytuacji polskiej sceny Counter Strike’a wielu dałoby się pokroić za taką drużynę. Wracając jednak do czerwca…

Pierwszym kamieniem milowym w rozwoju drużyny były kwalifikacje do turnieju ZOTAC Cup Masters, którego finały odbyły się w Hong-Kongu wraz z pulą 300 000$. Wejście do takiego turnieju było niemałym zdarzeniem dla drużyny. Kinguin musiało przejść dwa trudne i długie etapy, po których dopiero mogli wziąć udział w turnieju głównym. Na początku czerwca musieli przejść kwalifikacje, które odbyły się w internecie. Wtedy w finale zmagań pokonali serbskie Valiance 2:0. Później, w międzyczasie Pingwiny wzięły udział w Good Game League w Poznaniu, z którego nie wyszli z grupy zajmując miejsce w przedziale 5-8. Drużyna TaZa nie przejęła się jednak wtedy potknięciem i poszła za ciosem w kolejnym etapie eliminacji do turnieju ZOTAC. Ten miał miejsce w Mediolanie, gdzie spotkało się osiem drużyn, które walczyły o angaż w głównych zawodach. Najlepsze okazało się Kinguin, które po niezwykle zaciętym pojedynku z Windigo awansowali na turniej w Hong Kongu! Mecz z Bułgarami był o tyle trzymający w napięciu, że dwukrotnie kończył się wynikami 19:17, a sam pamiętam, że przeżyłem wtedy niejeden “zawał”.

Następnie za Pingwinami był kolejny sukces, o którym obecnie polskie ekipy jedynie marzą… Polacy dostali się na Minora, świetnie prezentując się zarówno w otwartym, jak i zamkniętym etapie kwalifikacji do głównego turnieju FACEIT Major w Londynie. Na samym Minorze drużyna niestety nie wytrzymała. Kinguin ewidentnie się wtedy spaliło psychicznie i zawiodło na zawodach, które odbywały się w Londynie. Polacy odpadli po porażkach ze Sprout i Red Reserve. Niemniej, byli o krok od Majora.

El Dorado

Koniec sierpnia – finały ZOTAC w Hong Kongu. Kapitalny występ Kinguin, TaZ i spółka doszli aż do samego finału przechodząc aż od kwalifikacji online poprzez eliminacje na LAN-ie w Mediolanie. VP, które również brało wtedy udział w tych azjatyckich zawodach odpadło już po pierwszym meczu w upokarzający sposób ulegająć koreańskiemu MVP PK. Pingwiny za to doszły na sam szczyt, do finału, gdzie mieli podjąć MiBR. W pojedynku BO5 Polacy zostali wręcz zmasakrowani przez brazylijskich rywali, przegrywając 0:3, jednak samo dojście do finału takich zawodów można było ogłosić sporym sukcesem.

Team Kinguin absolutnie nie zamierzało zwalniać tempa. Dwa tygodnie później pojechali do Kanady, gdzie mieli okazję pojawić się na zawodach DreamHack Open w Montrealu. Polacy zaprezentowali się wręcz oszałamiająco triumfując w całych zawodach. Kinguin w finale pokonało wchodzące wtedy na szczyt ENCE. Niesamowicie na tym turnieju grali MINISE oraz rallen, którzy pociągnęli drużynę do zwycięstwa. Zatrzymajmy się teraz na chwilę i zadajmy sobie pytanie, gdzie jest ENCE, a gdzie ARCY…? Co poszło nie tak?

To jednak nie był koniec dobrych wyników Kinguin. Polska ekipa pojechała na pierwszą edycję Games Clash Masters, które odbywało się w Gdyni. Tam Pingwiny również zaprezentowały się dobrze dochodząc aż do finału rozgrywek. TaZ i spółka ulegli Heroic w ostatnim meczu zmagań 1:2, ale to znów był występ, który ekipa mogła zapisać na plus. To właśnie wtedy drużyna zajmowała najwyższe miejsce w swojej historii występów.

Całe to El Dorado zwieńczyło zwycięstwo podczas kolejnego sezonu ESL Mistrzostw Polski. Kinguin w finale pokonało PACT i oficjalnie mogło się ogłosić Mistrzem Polski. To były niezwykle intensywne dwa miesiące, które jednak wywindowały Pingwiny naprawdę wysoko.

TaZ z pucharem z DreamHack

Początek problemów, wtopa za wtopą

TaZ, rallen, mouz, MINISE i reatz byli na polskim topie. Drużyna znalazła się wysoko i do tego świetnie prosperowała. Dla ekipy posypały się zaproszenie na turnieje, od których jest już naprawdę niedaleka droga do tych najwyższej rangi. Kinguin otrzymało zaproszenie na cs_summit 3, Toyota Master Bangkok oraz SuperNova CS:GO Malta. W puli kolejno 150 000$, 100 000$, 150 000$. Było o co grać. Niestety, drużyna nie wytrzymała trudów tego niezwykle intensywnego dla niej okresu. Od zawodników dochodziły głosy, że pomału czują się wypaleni tym czasem, że są zmęczeni, że grają zbyt dużo. Odbiło się to na ich wynikach. Spójrzmy:

  • cs_summit 3 – 7-8 miejsce, 2 porażki
  • Toyota Master Bangkok – 7-8 miejsce, 2 porażki, odpadnięcie z łatwej grupy
  • SuperNova CS:GO Malta – 7-8 miejsce, 2 porażki

Czar prysł. Kinguin potrzebowało odpoczynku.

Aby do końca 2018…

Końcówka roku to było tzw. “męczenie buły”. Kinguin udało się awansować do ESL Pro League, spośród czterech zespołów, w których aż trzy były polskie. Polacy przekreślili także swoje szanse na udział w Majorze podczas IEM Katowice 2019. To nie był dobry czas, liczyłem, że nowy rok przyniesie ponowne rozdanie. Drużyna deklarowała, że pozostaje w tym samym zestawieniu i będzie walczyła o powrót.

Reatz w Kinguin Performance Center

Decyzja, która była początkiem końca – zmiana reatza

Coś co mnie bardzo zaskoczyło, do czego nie do końca byłem przekonany. Drużyna podjęła decyzję, żeby zmienić dobrze funkcjonującego reatza. Jańczak grał dobrze, zawsze wkładał całe serce do gry, często ratował drużynę, a na dodatek był bardzo zaangażowany. Nawet z boku widać, że ten człowiek, jeżeli bierze w czymś udział to robi to na 100%. Kinguin jednak postanowiło odsunąć reatza na ławkę rezerwowych. Ja mimo wszystko zaufałem wtedy tej decyzji, choć jak później się okazało – był to początek końca. Prawie trzy tygodnie później ekipa przyjęła na testy młody polski nieoszlifowany diament, którym był Paweł “dycha” Dycha. Na temat tego gracza można było usłyszeć wiele bardzo pozytywnych opinii, szczególnie dotyczących jego umiejętności. Choć nie był on zbyt znany na polskiej scenie, miał on ogromną szansę, aby się pokazać. Początkowo, wyglądało to naprawdę nieźle…

Stacja III – organizacja upada, zmieniając się w devils.one

Kinguin zniknęło z polskiej sceny esportowej. Kinguin, które było pierwszą i ostatnią organizacją, z którą TaZ i spółka się naprawdę dogadywali. Nie było problemów podczas rozmów kontraktowych, sprawy PR-u i marketingu zawodników wyglądały przyzwoicie, było dobrze. Wtedy w miejsce Pingwinów pojawiły się Diabły. Projekt, który miał roznieść polski Counter Strike (oczywiście w pozytywnym tego słowa znaczeniu). Miał to być projekt na lata, początkowo nawet słyszało się, że Wiktor “TaZ” Wojtas miał posiadać udziały w tej organizacji (to okazało się później zwykłą plotką). Niemniej, wydarzenie było naprawdę sporego kalibru. Devils.one mogło się pochwalić wyłącznością na znany w całej esportowej Polsce budynek Kinguin Performance Center. To tam gracze mieli szlifować swoje umiejętności, tam mieli spędzać większość czasu.

Wyniki drużyny w tym okresie nie wyglądały źle. Szału nie było, ale devils.one trzymało się na pewnym określonym poziomie. Pierwszy LAN dychy, podczas którego młody gracz zachwycił, odbył się w Warszawie. Tam Diabły pojawiły się podczas kwalifikacji do turnieju GG League 2019. Devils.one pozamiatało stawkę i pewnie awansowało na turniej główny. Później drużyna zagrała w ESL Pro League, gdzie udało im się utrzymać, co na tamten moment nie było złym wynikiem, bo przede wszystkim dawało szansę na jego poprawę. Na końcu TaZ i spółka wzięli udział w Lotto Pucharze Zdobywców Pucharów. Ten event, który miał miejsce w Warszawie oraz był obsadzony polskimi drużynami udało im się wygrać. Stąd można uznać, że gra w miarę wyglądała.

Niestety, 1 maja 2019 roku zakończyła się współpraca TaZa, rallena, mouza, MINISE’a, dychy i Loorda z devils.one. Zawodnicy nie mogli się porozumieć przede wszystkim w sprawach finansowo-kontraktowych, ale trudnym do przyjęcia dla graczy był także system, w którym mieliby oni mieszkać w Warszawie i trenować bezpośrednio w budynku Kinguin Performance Center. Wielkie zapowiedzi, spory budżet, nowa polska organizacja – niewiele z tego wyszło.

Pierwszy wygrany LAN Dychy

Arystokraci

Koniec Diabłów oznaczał początek Arystokracji. Aristocracy – tak dokładnie nazywała się drużyna, która w tamtym czasie nie miała organizacji. Zawodnicy zdecydowali sobie obiecać, że będą nadal grać w tym składzie pomimo, iż nie łączył ich żaden kontrakt. Grając bez żadnych zobowiązań ARCY zbliżyło się do awansu na główny turniej ESL Pro League, który odbywał się wtedy w Montpellier. Niestety, w decydującym meczu Polacy ulegli fnatic 0:2 (13:16, 11:16). Bardzo żałuję tamtego występu, kto wie, jak potoczyłby się los tej drużyny, gdyby awansowali oni na tak ogromny turniej.

Następnie przyszedł zawód – kolejny major bez ARCY. TaZ i spółka nie poradzili sobie w otwartych kwalifikacjach, których dwukrotnie nie zdołali przebrnąć i niestety odpadli ze zmagań o Majora w Berlinie.

Arystokracja jednak nie dawała o sobie zapomnieć. Walczyli oni bardzo mocno o to, aby ich przyszłość mogła być usłana różami. Aristocracy zanotowało bardzo dobry występ podczas ESL Mistrzostw Polski, który kolejny raz pozwolił im zdobyć Mistrzostwo Polski. ARCY w finale pokonało Virtus.pro, co było dla nich bardzo budującym zwycięstwem. Wtedy Arystokracja wręcz nie dała szans Virtusom, a pamiętam, że sam nie posiadałem się z radości widząc na własne oczy triumf moich ulubieńców.

Codewise daje szanse Aristocracy

Z pomocną dłonią do drużyny wyszło Codewise Gaming, które porzuciło swój projekt Codewise Unicorns na rzecz Aristocracy. Alex Gryn postanowił przejąć pieczę nad drużyną i zapewnić jej finansowy spokój oraz dać jej miejsce do treningu. Zapowiedzi znów były huczne. Wsparcie finansowe, które założone było z dwuletnim wyprzedzeniem. Gracze mogli także korzystać z gaming house’u w Krakowie, nad którym pieczę trzyma Codewise. Możnaby powiedzieć, picuś glancuś.

Festiwal przeciętności

Aristocracy, które można było już wtedy nazwać organizacją prezentowało się bardzo przeciętnie. Wyniki niby dawały nadzieję na lepszą przyszłość, ale nie były one zadowalające. Drużyna pojechała między innymi na DreamHack Summer w Jonkoping, gdzie po raz pierwszy zaprezentowała się pod banderą Codewise. Tam ARCY udało się wyjść z grupy. Czekające w półfinale Ancient okazało się niestety za mocne i po wyrównanym pojedynku Polacy musieli uznać wyższość rywala 1:2. Jako ciekawostkę można uznać fakt, iż był to najlepszy LAN dla TaZa pod względem ratingu od ponad 4 lat.

Po DreamHacku miała miejsce wpadka podczas Good Game League w Poznaniu, gdzie ARCY ponownie odpadło nie wychodząc z grupy, tym razem mając na koncie dwie porażki i żadnego zwycięstwa.

Później miejsce miała około dwumiesięczna przerwa (meczu z Ambush nie wliczam) od oficjalnych spotkań dla Aristocracy. Po tym czasie, kiedy to zawodnicy mogli zresetować swoje głowy, drużyna pojechała do Gdyni na turniej Games Clash Masters. Tam znów udało się wyjść z grupy, ale w półfinale ARCY zatrzymało Illuminar, któremu TaZ i spółka po niezwykle zaciętym meczu ulegli 1:2. Aristocracy dalej dryfowało w morzu przeciętności.

Ostatnim występem przed gwoździem do trumny był awans drużyny na obiecująco zapowiadający się turniej QI Banja Luka. Nie wspomnę już o kilku kwalifikacjach do większych turniejów, których po prostu nie udawało się przechodzić, jest to jednak niestety częsta przypadłość polskich ekip.

Stacja VII – organizacja po razu drugi upada, drużyna znów nie ma domu

30 listopada okazał się moim zdaniem gwoździem do trumny tej drużyny. Kolejny raz liczne zapowiedzi, zapewnienia o finansowych plecach kończą się bez większego pokrycia. Niecałe pół roku – tyle trwała współpraca pomiędzy TaZem i spółką a Codewise Gaming. Polska firma podjęła decyzję o wycofaniu dofinansowania dla drużyny i o odejściu od tego projektu. Od tego czasu ARCY pozostawało bez organizacji.

Frustracja i rozgoryczenie

Tak chyba można nazwać czas po skończeniu współpracy z organizacją. 30 listopada był także dniem, w którym ARCY wystąpiło podczas ESL Mistrzostw Polski. Drużyna wydawało się była dobrze przygotowana mierzyła się wtedy z AGO. Pech chciał, że będące w psychicznej rozsypce wtedy ARCY trafiło na zaskakująco mocnych Jastrzębi. Drużyna, która złapała wtedy wiatru w żagle mierzyła się z ekipą, która psychicznie ledwo dyszała. Znów, bardzo wyrównane spotkanie, po którym to byli Arystokraci musieli uznać wyższość rywala. Miarka się przebrała. Zawodnicy po porażce byli wściekli, ale było po nich widać także, jakby już naprawdę brakowało im sił na to wszystko. Pierwszy odłączył się Dycha.

Promyk nadziei

Lukę w składzie po odejściu Dychy uzupełnił Filip “NEO” Kubski. Ku podnieceniu moim, jak i wielu fanów, oczekiwano dobrych wyników. Tak też się stało. ARCY przejechało się po otwartych kwalifikacjach na IEM Katowice 2020 zapewniając sobie występ w zamkniętej części eliminacji, co na pewno można było uznać za sukces.

K.O

Inaczej nie mogę określić tego co stało się później. ARCY wybrało się na fatalnie obsadzony LAN w Banja Luce, gdzie wydawało się, że pojawili się w naprawdę pozytywnych nastrojach. Najpierw ARCY zebrało gonga w postaci porażki 0:2 od nieznanej dotąd ekipy Serbów, by później w meczu o wszystko uznać wyższość Copenhagen Flames, po których niecały miesiąc wcześniej w kwalifikacjach do turnieju niemal się przejechali.

Ostatnia zmiana

Przed końcem roku decyzję o odejściu podjął MINISE. Paradoksalnie mogło się wydawać, że będzie to ruch korzystny dla obu stron. Zarówno gra tego snajpera nie wyglądała dobrze, jak i on czuł się już wypalony w drużynie. W jego miejsce przyszedł wypożyczony z AVEZ Aleksander “hades” Miśkiewicz, który jest zdecydowanie jednym z lepszych snajperów młodego polskiego pokolenia cs-a.

Hades zagrał z ARCY podczas zamkniętych kwalifikacji na IEM Katowice 2020. Występ absolutnie nie był fatalny. Drużynie, jak to już niestety często bywało znów podczas meczów brakowało bardzo niewiele. ARCY rozegrało 4 mapy, te kończyły się do 14, 12, 11, 12. Jednak to znów były porażki.

KONIEC

Dziś popołudniu został rozegrany ostatni mecz ARCY w historii. Copenhagen Flames nie dało szans Polakom i było ostatnią drużyną, która mogła się mierzyć z ARCY. To co się dzisiaj musiało dziać po meczu jest prawdopodobnie bardzo trudne. Pewne jest to, że czara goryczy się przelała. Rallen i mouz postanowili opuścić szeregi drużyny i w ten sposób doszliśmy do końca projektu ARCY, którego TaZ zakończył wzruszającym postem…

Tutaj zawsze niewiele brakowało…

Z początku jednak chciałbym się odnieść do sytuacji z organizacjami. Bardzo żałuję, że skończył się projekt Kinguin. Uważam, że była to świetnie poukładana organizacja, która wiedziała, jak prowadzić cs-ową formację. Niestety, devils.one oraz Codewise nie potrafiło zbudować wspólnego porozumienia z graczami. Być może to było jednym z aspektów, które spowodowało, że dzisiaj muszę pisać ten felieton. Niemniej, przykro mi, że po Kinguin nie udało się znaleźć stałego pracodawcy. Kto wie, co by było dzisiaj?

W tym projekcie zabrakło też skuteczności. Ile razy było tak, że Kinguin, czy też ARCY przegrywało kluczowe mecze na styk. Choćby przykład meczu z fnatic podczas ESL Pro League, kiedy devils.one walczyło niezwykle zaciekle o awans na główny turniej, ale jak zwykle brakło naprawdę niewiele… Czy to wynik słabej głowy graczy? Czy to wynik niewystarczających umiejętności? Nie wiem, czy kiedykolwiek uzyskamy odpowiedź na to pytanie. Niestety, nigdy nie zobaczymy już tego zestawienia, z którym można był się zżyć. Drużyna o wielkim potencjale, która została zniszczona przez okoliczności losu, a być może samą siebie? Nie wiem.

Wiem jednak, że chciałbym podziękować TaZowi, rallenowi, mouzowi, MINISE’owi, reatzowi, dyszce, NEO, hadesowi, czy też Loordowi, który pozwolili mi kontynuować coś co zaczęło się od Majora w Krakowie wraz z Virtus.pro. Ta drużyna była tą ekipą, za którą podążałem, za którą jeździłem na ESL Mistrzostwa Polski, dzięki której poznałem trochę bardziej ten cs-owy świat i mogę jakkolwiek w nim być. Wiele wspomnień, oglądanych meczów w podróżach. Podczas ważniejszych meczów siadaliśmy wraz z bratem przed telewizorem i kibicowaliśmy chłopakom. Nieraz po meczach był smutek, często też była euforia, uczucie które przy okazji cs-a jest szczególna. Dziękuję, że po prostu mogłem z tą ekipą doświadczyć i jednego i drugiego. Chociaż nie udało się osiągnąć być może tego, czego zakładaliście, na pewno zapisaliście się w moim sercu, ale i również wielu fanów, którzy wraz z Wami podążali. AVE!