IzakTV

Strona główna » Ergonomia to podstawa – recenzja fotela Genesis Nitro 650

Ergonomia to podstawa – recenzja fotela Genesis Nitro 650

Autor: Krzysztof Sarna

Wygoda. To bardzo ważny aspekt dotyczący naszego życia. W każdym miejscu i w każdym momencie chcielibyśmy, aby było komfortowo. Bezsprzecznie, jeśli chodzi o nas – zależy nam na wygodzie podczas siedzenia przed ekranem monitora. A na to składa się fotel. Tym razem w nasze ręce dostał się model Nitro 650 od Genesis, który jak sam producent podaje – jest ergonomiczny. 

Fotel jest ergonomiczny, a z pewnością na zdjęciach mogliście już dostrzec, że zabrakło poduszek. Gdzie tu więc ta ergonomia? Już tłumaczę. W fotelu niektóre odcinki zostały specjalnie wyprofilowane, dlatego też spotykamy się z takim zabiegiem. Czy jest jeszcze coś, co może nas zaskoczyć w najnowszym siedzisku od Genesisa? Przeczytajcie recenzję Nitro 650.

Specyfikacja techniczna
Dane fizyczne
  • Waga: 20 kg
  • Wysokość oparcia: 81 cm
  • Wysokość fotela: 124 – 133 cm
  • Szerokość oparcia: 54 cm
  • Głębokość siedziska: 51 cm
  • Szerokość siedziska: 53.5 cm
  • Regulowana wysokość siedzenia: 46 – 55 cm
  • Rozmiar kół: 60 mm
  • Dopuszczalna waga: 150 kg
  • Materiał: tkanina, Eko skóra 
Dodatkowe informacje
  • Regulowane podłokietniki
  • Regulowana wysokość
  • Odchylane siedzenie
  • Funkcja bujania
Unboxing i składanie

Genesis Nitro 650 dotarł do mnie w naprawdę wielkim pudle. Kiedy byłem jeszcze we Włoszech i zadzwonił do mnie kurier z pytaniem, gdzie zostawić przesyłkę. Podczas gdy zapytałem, czy istnieje możliwość zostawienia w jakimś punkcie, ten odpowiedział, że nie bardzo, ponieważ paczka waży 25 kilogramów i prawdopodobnie jest to fotel. Tę sprawę oczywiście udało się ogarnąć, ale dążę do tego, że naprawdę było ciężko. Kiedy wziąłem do rąk już opróżniony karton – ten spokojnie ważył około kilograma. 

Fotele gamingowe jednak rządzą się tym, że lekkie nie są i zawsze jest trudno je unieść. Co by jednak nie mówić – sprzęt został bardzo dobrze zabezpieczony przed ewentualnymi uszkodzeniami i za to dla producenta należy się pochwała. Całość dociera w olbrzymim pudełku, na którego powierzchni mamy oczywiście grafikę samego bujaka, czy logo producenta, a od góry jest również naklejka, która wersja kolorystyczna znajduje się w środku. W moim przypadku jest to ‘ONYX BLACK’. 

Przejdźmy jednak do unboxingu, bo jest całkiem ciekawie. Każdy z elementów poza stojakiem na kółka jest owinięty folią, a więc naprawdę komponentom nic nie grozi. W zestawie poza niezbędnymi elementami do złożenia fotela znalazła się jeszcze instrukcja, śrubki (których zdecydowana większość jest już wkręcona) oraz imbus.

W procesie budowy kierowałem się instrukcją, chociaż doskonale wiem, że zespalanie tego typu stołka jest stosunkowo proste. Genesis zaproponował zajęcie się górną częścią, a więc i też tak zrobiłem. Wszystko zaczynamy od zamontowania podłokietników do siedziska. Muszę podzielić się pewną anegdotą, ponieważ na informacji jest ukazanych osiem śrub, za pomocą których owe podłokietniki mamy przytwierdzić. Zajrzałem zatem do pudełka i wokoło, ale ich nie zastałem. Dopiero po kilku minutach namysłu zorientowałem się, że śrubki są już wkręcone i należy je odkręcić, a później jeszcze raz przykręcić. Na tym nie kończymy naszej przygody z dołem miejsca siedzącego, a to dlatego, że przykręcamy metalową część na siłownik, która będzie odpowiadać za regulację wysokości.

 

 

Później zabieramy się za oparcie, które przytwierdzamy za pomocą dwóch wkrętów na metalowych listewkach, które były już na siedzisku. Po tym od dołu montujemy jeszcze maskownice. Warto wspomnieć, że to właśnie przy ich dodawaniu użyjemy dwóch jedynych śrubeczek, które zostały luźno dołączone do całego zestawu. Nie posiadacie śrubokrętu? Nie macie się czym martwić! Polska marka jedną ze stron Imbusa zakończyła krzyżakiem, a więc wszystkiego dokonamy bez potrzeby zewnętrznych narzędzi. Cały proces zakończymy wciśnięciem jeszcze dwóch plastikowych zaślepek.

Odkładamy na chwilę górę i zajmujemy się dołem. Czas na wciśnięcie kółek do stojaka, z którymi można mieć trudności. Nie wchodzą one łatwo i trzeba przy tym użyć nieco więcej siły, ale po charakterystycznym wciśnięciu wszystko gra. Na tym jednak nie koniec, ponieważ musimy jeszcze do podstawki włożyć siłownik gazowy, a także jego plastikową osłonkę. Jeśli to wszystko wykonaliśmy, to nie pozostało już nic innego, jak nałożyć siedzisko na siłownik – gotowe!

Budowa

Genesis Nitro 650 został w większości wykonany przy użyciu tworzyw sztucznych czy tkaniny. Jeśli mówimy o podstawce – ta została stworzona z plastiku. Podobnie jest z kółkami o średnicy 6 centymetrów, jednak za nie odpowiada nylon. To dobra informacja dla tych, którzy obawiają się o rysowanie paneli czy płytek. Owszem – w całości nie unikniemy zarysowań, ale na pewno prawdopodobieństwo jest o wiele mniejsze niż w przypadku plastiku. Pnąc się w górę mamy siłownik gazowy, który jest klasy czwartej, a przykrywa go osłonka również z tworzywa sztucznego.

Pora przejść do tego momentu, który zapewne zaciekawi największą część czytelników, a więc siedzisko i oparcie. Jeśli mówimy o tym pierwszym, to w większości powierzchnia do siedzenia jest pokryta tkaniną, która sprawia wrażenie siatki. Po bokach nie zabrakło jednak eko-skóry, co do której chyba zdecydowana większość użytkowników jest już uprzedzona. W oparciu mamy podobnie, a więc obszerniejsza część jest wykonana z materiału. Skóra ekologiczna została wykorzystana jedynie w celu wyżłobienia pasa, a także całej bryły po bokach. Spotykamy się z nią przy wyprofilowanych częściach szkieletu.

Mamy także podłokietniki, które sprawiają wrażenie naprawdę przyjemnych. Jeśli chodzi o produkcję tych części to najwyraźniej tu również mamy styczność z tworzywem, jednak sprawia ono wrażenie gąbki, która nie drażni rąk podczas użytkowania. Ponadto podłokietniki ulegają regulacji, ale jedynie góra-dół. Szkoda, że “czerwono-czarni” nie pomyśleli o dodaniu przesuwaniu ich w bok. Co prawda jest opcja dostosowania komponentu na szerokość podczas przykręcania śrubek, jednak nie pozwala ona na zbyt wiele.

Na sam koniec budowy możemy jeszcze zahaczyć o coś, co być może zdziwi persony obcujące z fotelami gamingowymi. Mianowicie brak poduszek. Wprawdzie są tutaj wykonane dwa charakterystyczne otwory, ale w ostateczności żaden zagłówek nie ujrzał światła dziennego. Tłumaczyć to można najprawdopodobniej samym wyprofilowaniem całego oparcia, które szczególnie widać w okolicach lędźwi. 

Wygląd

Wydawać by się mogło, że najnowsza produkcja od Genesis nie wyróżnia się niczym od konkurencji. W sumie coś w tym jest, jednak kiedy zwracamy uwagę od dołu do góry – na pewno rzucają się w oczy wystające “łopatki”, które są kwadratowe. Raczej trudno się dziś spotkać z tego typu rozwiązaniem, wszak najczęściej mamy do czynienia z zaokrąglonymi oraz mniej wyprofilowanymi rozwiązaniami.

Jeśli chodzi o fotel, który otrzymałem ja – to jest to czarna wersja kolorystyczna. Dostępny jest jeszcze biało-czarny fotel, który wizualnie wygląda naprawdę konkretnie i kusząco. Wybranie go jednak może wiązać się z widocznymi zabrudzeniami po upływie czasu, a więc podejście do wyboru przy ewentualnym zakupie pozostawiam Wam. W kwestii “ONYX BLACK” sprawa jest bardzo prosta, ponieważ wszystko jest tu po prostu koloru ciemnego. Elementy wykonane z siateczki są rzeczywiście czarne, natomiast ogniwa z eko-skóry są jaśniejsze. 

Na samym czubie oparcia marka postanowiła wyszyć swoje logo na czerwono. To samo zresztą jest z drugiej strony miejsca, w którym powinna spocząć nasza głowa. Do tego dochodzi jeszcze lewa łopatka, a na niej swój byt odnalazł biały napis “GENESIS”. “Czerwono-czarni” postanowili w tym modelu postawić na kwadraty oraz prostokąty, aniżeli owalne kształty. Po raz kolejny mamy z nimi styczność przy okazji podłokietników. Czy to jednak źle? Wydaje mi się, że nie, ponieważ powierzchnia na ręce i łokcie jest o wiele większa, niż w wypadku, gdyby były okrągłe. 

Użytkowanie

Mój poprzedni fotel, z którego korzystałem, był również wykonany ze skóry ekologicznej. Korzystałem z niego przez okres około czterech lat i nie muszę mówić, co się stało. To nie jest niechęć bez powodu. Rzeczywiście jest tak, że ten materiał po czasie po prostu się ściera i zostaje później sam podkład. Kiedy dowiedziałem się, że Nitro 650 jest również wykonany z eko-skóry byłem sceptycznie nastawiony. I tutaj nawet prawie że miesięczny test nie da odpowiedzi na pytanie związane z wytrzymałością materiału, a jedynie dłuższa perspektywa czasu. 

Sprzęt złożony, a więc nadeszła pora na pierwsze spoczęcie, a zarazem wrażenia. Jak było? Przyjemnie. Nie da się ukryć, że jest wygodnie, a to za sprawą wyprofilowanych przestrzeni zagłówkowych oraz lędźwiowych. Przy dogadzaniu sobie pomogą nam jeszcze regulowane oparcie oraz podłokietniki. Mówiąc o wsporniku dla kręgosłupa – możemy go regulować za pomocą wajchy zarówno do przodu, jak i do tyłu – co jest zdecydowanym standardem w większości foteli już nie tylko gamingowych, czy biurowych, ale także samochodowych. Względnie nie ma się do czego przyczepić, chociaż szkoda, że nie możemy pochylić oparcia jeszcze bardziej, ażeby znaleźć się w pozycji leżącej. 

Zdecydowanie fajną opcją jest funkcja bujania, która sprawuje się znakomicie. Odblokowujemy ją przy pomocy dźwigni do opuszczania i podwyższania fotela. Szczerze – sprawdza się ona doskonale właśnie wtedy, kiedy nasz wspornik jest maksymalnie pochylony do tyłu. Wspomniałem jeszcze o podłokietnikach. W moim poprzedniku niestety nie posiadałem niestety opcji żadnej regulacji, a więc możliwość podnoszenia ich do góry, czy też zniżania jest dla mnie nowością. Wystarczy jedynie troszkę po manewrować, a naszym łokciom będzie wygodnie w połączeniu z biurkiem. Możliwości dostosowania jest kilka, 

Myślę, że warto jeszcze wspomnieć o samym materiale. Już po kilku dniach od rozpoczęcia użytkowania – fotel zaczął zbierać zabrudzenia. A dokładniej to tylko powierzchnie, które zostały pokryte siateczką. W przypadku tych, gdzie mamy skórę ekologiczną – problem ten nie występuje. Zgodzę się jednak z tym, że podejście do wykonania fotela jest trudnym zagadnieniem. Pokrycie całości eko-skórą wiąże się z tym, że po mniej więcej dwóch latach ona się zetrze, a fotel straci na uroku. Postawienie z kolei na materiał wyższej klasy, który będzie chronił przed przetarciami, zniszczeniami wiąże się w efekcie końcowym tym, że cena będzie o wiele wyższa. Tak więc coś za coś. 

Osobiście jestem osobą bardzo szczupłą, ale odnoszę wrażenie, że szerokość siedziska jest nieco za mała. Parametr ten wynosi 53,5 centymetra, a więc warto, ażeby większe osoby rozpatrzyły ten aspekt tuż przed samym zakupem. 

Ergonomia

Trzeba jeszcze opowiedzieć trochę o ergonomii, o której polski producent wspomina już na samym starcie. O wyprofilowanych odcinkach już wspomniałem i przypomnę raz jeszcze. To dlatego fotel nie został wyposażony w poduszki. Co ciekawe – oparcie zostało skonstruowane w ten sposób, że możemy zobaczyć, co kryje się pod skórą. Materiał, jaki kryje się w środku to gąbka, która odpowiada za wygodę. Muszę śmiało przyznać, że dłuższe, kilkugodzinne sesje nie stanowią żadnego problemu, a korzystanie z Nitro 650 jest jak najbardziej w porządku.

Podsumowanie

Nadszedł czas na podsumowanie najnowszego modelu fotela od Genesis. Jestem przekonany, że to, przed czym najwięcej osób będzie mieć wątpliwości to jego wygoda. Sprzęt jednak jest dobry i nasz kręg nie będzie cierpieć, nawet podczas spędzenia na nim 1/3 dnia. Inaczej jest już w przypadku podłokietników, których nie możemy regulować na szerokość, co może dla osób szerszych w barkach stanowić kłopot. Do tego dochodzi eko-skóra, o której jakości przekonamy się po upływie minimum roku, jednak na ten moment jest dobrze. Dodam jeszcze, że siedzisko zbiera minimalne zabrudzenia. Nie mniej sądzę, że fotele biurowe, nie powstydziłyby się nowinki od “Czerwono-czarnych”. 

Partnerem recenzji jest marka