IzakTV

Strona główna » “Jesteśmy faworytami. To jest presja, którą zaakceptowaliśmy.” – Wywiad z Adrianem “Hatchym” Widerą

“Jesteśmy faworytami. To jest presja, którą zaakceptowaliśmy.” – Wywiad z Adrianem “Hatchym” Widerą

Autor: Krystian Terpiński
Hatchy

Devils.one powraca do walki na wielu frontach. Podopieczni najsilniejszej polskiej organizacji spróbują w najbliższych tygodniach osiągnąć triumf podczas Polskiej Ligi Esportowej oraz ESL Mistrzostw Polski. Wielkimi krokami zbliża się również drugi sezon Ultraligi. O transferach, nowym wyzwaniu Zeturala oraz projekcie Scouting Grounds opowiedział nam jeden z najbardziej utytułowanych rodzimych trenerów, Adrian “Hatchy” Widera. 

Krystian Terpiński: Wiemy, że w najnowszym splicie Ultraligi zobaczymy kompletnie odmienione Rogue Esports Club. Jest już praktycznie pewne, że cały dotychczasowy skład akademii został przeniesiony do LEC. Czy w związku z tym można nazwać was, devils.one murowanym faworytem do zwycięstwa w zawodach?

Adrian “Hatchy” Widera: Staramy się na pewno mieć ten mindset tego, że jesteśmy faworytami. To jest presja, którą zaakceptowaliśmy. Wiedzieliśmy, że za dużą liczbą inwestycji w ten projekt idą również oczekiwania. Nie mówiłbym jeszcze teraz, że ten skład Rogue Esports Club będzie o wiele słabszy. Słyszałem kilka plotek i zapowiada się na to, że w dalszym ciągu będziemy oglądać bardzo mocny roster. Uważam też, że warto zwrócić uwagę na Illuminar Gaming, które wygląda dużo lepiej niż w pierwszym splicie. Może się oczywiście okazać, że Rogue będzie odrobinę słabsze, ale dla nas to dalej nie będzie przysłowiowy “spacerek”. Walka o pierwsze miejsce w Ultralidze to dalej będzie wyzwanie i będziemy musieli ciężko zapracować na pierwsze miejsce.

Wspomniałeś Illuminar Gaming, w którym zaledwie kilka dni temu doszło do zmiany na stanowisku trenera. Twój główny nemesis, na którego kreowany był w ostatnim splicie Fryderyk “Veggie” Kozioł przejął funkcję Head of Esports, a jego następcą został Bartłomiej “VoV” Ryl. Co to znaczy dla Ciebie? Czy czujesz, że znika ten dodatkowy smaczek, który był częścią całej otoczki wokół Ultraligi?

Ja myślę, że to jest po prostu naturalna kolej rzeczy. W pewnym momencie taka zmiana jest po prostu potrzebna każdemu. Sam przestałem już patrzeć na to jako fajny, dodatkowy smaczek. W ostatnim czasie stało się to dla mnie już zbyt męczące. To było dla mnie fajne i zabawne jakieś dwa lata temu. Cały ten “konflikt” stał się zbyt prywatny. Ja miałem zawsze wrażenie, że robimy te wszystkie rzeczy dla śmiechu i pod publiczkę. Teraz z kolei to wyglądało tak, że niektórych to bolało o wiele bardziej niż mnie, także cieszę się, że tego już nie będzie.

Warto też dodać, że przecież u nas Zetural [Adrian Dziadkowiec – przyp. red] poprowadzi teraz pierwszą drużynę w rozgrywkach Polskiej Ligi Esportowej oraz ESL Mistrzostw Polski. Kto wie, może dostanie On również szansę w Ultralidze i to właśnie będzie ten nowy storyline, Zetural kontra VoV.

Czyli nie wykluczasz, że w przypadku dobrych wyników drużyny pod wodzą Zeturala możesz na dłuższy czas usunąć się w cień i wspierać cały projekt zza kulis?

Absolutnie bym tego nie wykluczał, bo ostatecznie zależy mi tylko na tym, aby drużyna wygrywała. W końcu chodzi o to, żeby każdy ze sztabu trenerskiego potrafił znaleźć dla siebie dobre miejsce, z którego będzie w stanie jak najbardziej przysłużyć się sprawie. Jeśli okaże się, że Zetural dobrze sobie poradzi i to w tym kierunku powinniśmy iść, to będę z tego bardzo szczęśliwy. Daję mu ogromną szansę, bo uważam, że najzwyczajniej w świecie sobie na to zasłużył i tak jak mówiłem wcześniej, nie wykluczam, że dostanie on szansę w Ultralidze.

Na przeprowadzonej ostatnio w Esports Performance Center konferencji padły słowa o tym, że wasza organizacja jest nastawiona na sprzedaż zawodników. Wasz priorytetowy cel to stworzenie kompletnych graczy, takich, którzy bez problemu poradzą sobie na tym najwyższym poziomie. Ostatnio głośno było też o waszym najnowszym projekcie, czyli Scouting Grounds, które przerodziło się w pełnoprawną akademię. Czy w przypadku przykładowo transferu Cinkrofa [Jakuba Rokickiego] jego miejsce w podstawowym składzie devils.one zająłby gracz waszej akademii?

To jest bardzo ciekawy temat, bo praktycznie nie da się tego na ten moment przewidzieć. Jeśli przykładowo Cinkrof doszedłby do LEC za trzy miesiące, to podstawowe pytanie jest takie, czy zawodnik akademii byłby gotowy do gry na jego poziomie. Jeśli nie to oczywiście wtedy warto by było rozejrzeć się na rynku transferowym za kimś, kto dałby efekty “na już”.

Z drugiej strony co, jeśli Cinkrof odszedłby do LEC dopiero za rok i trzy miesiące? Wtedy być może gracz z akademii będzie już na wystarczająco dobrym poziomie. Ostatecznie zależy nam przecież głównie na tym, by być najlepszą drużyną.

A co w przypadku, gdyby w niedalekiej przyszłości zawodnik akademii przebił się do głównego rosteru? Jak wyglądałby proces uzupełniający skład akademii?

Być może projekt devils.one Scouting Grounds to nie jest ostatnia tego typu inicjatywa, może nawet nie ostatnia w tym roku. Jesteśmy gotowi nie tylko na to, że ktoś z głównego składu przejdzie do LEC czy LCS, ale może nawet ktoś z akademii skorzysta z oferty z Niemiec, Hiszpani lub Francji. Może się okazać, że uzupełniające nabory będą potrzebne i wtedy na pewno zdecydujemy się na kolejną edycję projektu.

Na koniec chciałbym wrócić do samego Cinkrofa. Gdyby to właśnie on w najbliższym czasie odszedł z zespołu, to jak wyglądałaby kwestia wyboru nowego prowadzącego drużyny?

Wybór nowego kapitana byłby w dużej mierze moją decyzją. Cinkrof oczywiście został od początku wybrany na pozycję lidera, jednak my w ciągu kilku miesięcy widzimy dynamikę grupy i zdajemy sobie sprawę z tego, kto ma odpowiednie predyspozycje do pełnienia tej funkcji. Lubimy być gotowi na różne scenariusze i często rozmawiamy o hipotetycznych sytuacjach tego typu, więc nie ma tu mowy o jakimś tabu. Dodatkowo w naszym zespole funkcjonuje zawsze drugi prowadzący, który na tę chwilę wspiera Cinkrofa, a kiedyś w razie potrzebny na pewno mógłby przejąć pałeczkę kapitana.