IzakTV

Strona główna » KQLY wraca do gry, czyli historia o tym, jak złe decyzje ciągną się za nami przez lata

KQLY wraca do gry, czyli historia o tym, jak złe decyzje ciągną się za nami przez lata

Autor: Rafał Rudnicki
KQLY

Każda decyzja ma swoją cenę. Jedna spotka się z lekką krytyką, druga zaś z pełną nienawiścią ze strony całej otaczającej społeczności. Przykład KQLY’ego doskonale to przedstawia.

 

Historia Hovika “KQLY” Tovmassiana to jedna z najciekawszych opowieści na scenie e-sportowej, jaka kiedykolwiek powstała. To też pełen cliffhangerów scenariusz, w którym czołowy zawodnik Counter-Strike’a momentalnie traci w oczach społeczności i całe pozyskane do tej pory zaufanie.

Od pamiętnego bana minęło ponad 2 lata. Wiem – moją gównianą karierę można już uznać za zakończoną – pisał francuski zawodnik w pamiętnym poście na swoim profilu Facebook. Tłumaczył się przy tym głupio, że deweloper programu służącego do oszukiwania zapewnił go, iż wiele graczy na profesjonalnej scenie z niego korzysta. Naiwność, głupota – nazywajcie to jak chcecie. Prawdą jest, że KQLY bawił się programem przez tydzień, po czym na jego koncie pojawiła się blokada VAC. W Internecie zagrzmiało po raz pierwszy.

Odkupienie

Po raz drugi zagrzmiało, kiedy ESL ułaskawiło oszustów posiadających blokadę dłużej niż dwa lata. No bo jak to – zawodnicy, którzy robią ze swojej kariery pośmiewisko, a całej reszcie grają na nosie, będą z powrotem mogli próbować swoich sił w rozgrywkach pokroju IEM, czy ESL One? Ano będą. O ile jakakolwiek drużyna przyjmie ich pod swoje strzechy.

Na ten kontrowersyjny, dość lakonicznie mówiąc, krok zdecydowała się francuska organizacja Vexed. Tym razem zagrzmiało po raz trzeci i był to grzmot porównywalny do dwóch poprzednich. W jego wyniku ziemia rozstąpiła się, a po obu stronach barykady stanęli ludzie o zupełnie innych przekonaniach. Po lewej stanęli ci, którzy cieszą się z powrotu Tovmassiana – w końcu dwa lata to bardzo długi okres na scenie e-sportowej Counter-Strike’a i wątpliwe jest, czy kiedykolwiek dorówna on aktualnym gwiazdom pokroju Magiskb0y’a, czy Coldzery. Tych z kolei przekrzykują antyfani całego ułaskawienia, rzucający błotem i innym mięsem w stronę niegdyś topowego zawodnika i wszystkich go wspierających. “W jaki sposób mamy mu po czymś takim zaufać?”. Jak koleś, który zgarnął bana od Valve ma teraz stanąć ramię w ramię z osobami, które do mistrzostwa i sławy dążą poprzez ciężką pracę, a nie kontrowersje i nagłówki w mediach?

Wspólnie z Titan KQLY i spółka osiągali sukcesy. Do czasu, kiedy przez niesławną blokadę zdyskwalifikowano całą drużynę z Majora.

Czego oczy nie widzą, tego sercu nie żal

Wydam teraz dość niepopularną opinię… ale uważam, że takie myślenie nie jest do końca logiczne. Weźmy pod uwagę, że KQLY i jemu podobni to prostu osoby złapane. Profesjonalna scena e-sportowa liczy tak wielu zawodników, iż istnieje prawdopodobieństwo wykorzystania nielegalnych programów przez innych. Gracze i fani nie chcą go widzieć w oficjalnych rozgrywkach, bo nie chcą bić się z myślami, czy Tovmassian znów oszukuje, czy też nie. Powiedzmy to sobie wprost – nie wiem, jakim musiałby być kretynem, żeby po dwóch latach ciszy wrócić i robić dokładnie to samo, za co kiedyś zaprzepaścił swoją karierę i zaufanie wszystkich ludzi. Wygląda to na zwykłe robienie z Francuza kozła ofiarnego.

Mało tego, nie jest to sytuacja bez precedensu, jak w przypadku zbanowanych za ustawianie meczów zawodników z iBUYPOWER. Ponad dziesięć lat temu niesławną blokadę otrzymał aktualny trener Virtus.pro, Jakub “Kuben” Gurczyński (via eSports.pl). Ban obowiązujący na kilka lat został zdjęty w ramach rehabilitacji zawodnika. Wtedy głosy brzmiały podobnie – “oszustwo to oszustwo, skąd mamy wiedzieć, czy znowu tego nie zrobi?”. Nie zrobił. A teraz jest trenerem jednej z najlepszych drużyn na świecie.

KQLY naiwnie wierzył, że nie tylko on korzysta z nielegalnego oprogramowania. Problem w tym, że to właśnie on został złapany, stając się przez to kozłem ofiarnym. (c)HLTV

Lepsi i lepsi bardziej

Najgorętszej oliwy do ognia do całej tej sytuacji dolali zawodnicy Vexed Gaming, Steve „Jarod” Cohen oraz Leonardo „SmyLi” Michelino. Nie zostali oni poinformowani o przyjęciu dawnego oszusta i poprosili o odsunięcie ich od podstawowego składu drużyny, motywując swoją decyzję “niechęcią do gry z osobą, która tak negatywnie wpłynęła na odbiór całej sceny”. Okej – jestem w stanie zrozumieć tak postawione argumenty. Pachną one jednak działaniem pod wpływem emocji. Oprócz tego nasuwa się pytanie, co w takim wypadku powinien zrobić sam obiekt zamieszania. Zrezygnować ze współpracy z Vexed i wyjść na głupka, czy iść zaparte i walczyć o naprawę straconych lat?

To nie pierwsza kontrowersyjna decyzja ze strony Vexed. Organizacja nadal zalega pieniądze polskim zawodnikom.

Druga szansa

Nie wiemy, czy powracający oszuści dalej będą naznaczać piętno na skażonej machlojkami scenie e-sportowej. Możemy mieć tylko nadzieję, że nie. Decyzja ESL o przywróceniu do gry dawnych oszustów wygląda na przemyślaną i należy ją zaakceptować, jakakolwiek by nie była. Póki co żadna drużyna z KQLY’m na pokładzie, który posiada naklejkę “Oszust!” na czole i tak nie wystartuje w turniejach organizowanych przez Valve (Minory, Majory). Krótko mówiąc – smród ciągnie się latami. I warto przed każdą fatalną decyzją przypomnieć sobie sytuację tytułowego zawodnika. Czasem wystarczy niewielki krok, by momentalnie stracić bardzo wiele.