IzakTV

Strona główna » LOGITECH G305 K/DA, czyli prawie że doskonała myszka bezprzewodowa w kuszącej cenie

LOGITECH G305 K/DA, czyli prawie że doskonała myszka bezprzewodowa w kuszącej cenie

Autor: Krzysztof Sarna

Dedykowany sprzęt do danej gry to chyba jedna z najlepszych rzeczy, jaka może przytrafić się fanom takiego tytułu. Tak właśnie jest w przypadku myszki LOGITECH G305 Lightspeed w wersji K/DA.

I nie, nie chodzi tutaj o to, że LOGITECH G305 skoczył po zarobek, powołując się na League of Legends. To nie jest nowa myszka, wszak jej debiut miał miejsce parę lat temu. To wciąż ten sam, dobry gryzoń, lecz w odświeżonej kolorystyce. Dlaczego stwierdziłem, że taki zabieg, to jedna z najlepszych rzeczy, jaka może się przytrafić fanom gier? A no w tym przypadku dlatego, że gryzoń jest naprawdę warty rozważenia.

Specyfikacje Techniczna:

Dane fizyczne: 

  • Wysokość: 116, 6 mm
  • Szerokość: 62,15 mm
  • Głębokość: 38,2 mm
  • Masa: 99 g

Dane techniczne: 

  • Sensor: HERO™
  • Rozdzielczość: 200-12 000 DPI
  • Brak wygładzania/przyspieszania/filtrowania
  • Maksymalne przyspieszenie: >40 G (dane ze strony logitechg.com – testy na podkładce G240 Gaming Mouse Pad)
  • Maksymalna prędkość: >400 IPS( dane ze strony logitechg.com – testy na podkładce G240 Gaming Mouse Pad)
  • Żywotność baterii: do 250 godzin
  • Trwałość z PTFE: 250 km

Czas reakcji:

  • Odświeżanie położenia w trybie bezprzewodowym: 1000 Hz (1 ms)
  • Technologia łączności bezprzewodowej: LIGHTSPEED (2,4 GHz)
  • Mikroprocesor: 32-bitowy ARM

Inne funkcje / dodatkowe informacje:

  • Wbudowana pamięć: 1 profil
  • System przycisków mechanicznych z naciągiem
  • Oprogramowanie Logitech Gaming Software
  • Dwuletnia, ograniczona gwarancja na sprzęt

Platforma testowa:

Odpakowanie i pierwsze wrażenia

Myszka dociera do nas w małym, gustownym, skrojonym na jej potrzeby pudełku. Na froncie opakowania wyróżnić możemy przede wszystkim sam sprzęt, a także postać z gry League of Legends – Kai’Sę. Nic zatem dziwnego, że zastaniemy tam informację, że mysz wspierana jest przez sam tytuł. Fajnie także prezentuje się przezroczyste światełko, które można dostrzec w zależności od ustawienia światła. Chodzi tutaj o napis KDA czy też frontową linię z prawej strony. Z kolei na odwrocie również znajduje się grafika G305 oraz kilka informacji o niej samej. Rozwodzić się jednak nad nimi na tym etapie nie będziemy, a zrobimy to w dalszej części.

Przejdźmy zatem do tego, co kryje się w gustownym kartoniku. Tuż po odpakowaniu wysuwa nam się mała szufladka z myszką. Zanim jednak ją dostrzeżemy, Logitech zaopatrzył nas jeszcze w naklejkę z jego własnym logiem, ulotkę odnośnie kolekcji kolorów, króciutką instrukcję dotyczącą podłączenia sprzętu do komputera oraz druczek z kilkoma wskazówkami i ostrzeżeniami, jak ma to miejsce już chyba w każdym sprzęcie.

Wrażenia jednak są takie, że wszystko na pierwszy rzut oka sprawia wrażenie po prostu eleganckiego i przyjemnego. Wydawca zadbał o minimalizm, co widać. Niby szczegół i mały detal, ale to właśnie takie elementy tworzą spójną całość.

Pierwsze podłączenie

W momencie, kiedy wyjąłem gryzonia z folii, byłem nieco zaskoczony. Moim dłoniom ukazał się fajny, skrojony na potrzeby nieco mniejszych dłoni Logitech G305 KDA. Od razu sięgnąłem po tę mniejszą ulotkę, która obrazowała co i jak dalej robić. Na samym starcie trzeba zdjąć białą pokrywkę, ponieważ to pod nią czyha na nas odbiornik do podłączenia sprzętu do komputera. Nie ukrywam, że za pierwszym razem było mi ciężko wyjąć adapter z uwagi na obawy przed ewentualnym uszkodzeniem, ale w ostateczności się udało. To jednak nie koniec, ponieważ pod pokrywą mamy też miejsce na baterię. Mnie osobiście takie rozwiązanie się podoba, ponieważ nadal w większości myszek bezprzewodowych umiejscowienie akumulatorka znajduje się pod nimi, a wszystko “zabezpieczane” jest klapką, co doskonale wiemy, jak się później kończy…

Już z tego miejsca Logitech zasługuje na pochwałę, ponieważ po raz kolejny spotykamy się z drobnostką, ale myślę, że wielu będzie po prostu ucieszonych faktem, że w zestawie znajduje się bateria. Tą jest AA Duracell LR6 o napięciu wynoszącym 1.5 V.

Jeśli chodzi jednak o myśl przewodnią tego akapitu, a więc samo podłączenie, to przebiega ono w sposób bardzo łatwy i nie ma w nim niczego nadzwyczajnego. Aplikujemy akumulator oraz wpinamy odbiornik do komputera i tyle. Działa! Myszka domyślnie jest włączona, a od razu po włożeniu baterii zapaliła się kontrolka, która oczywiście oznacza to, że myszka została uruchomiona. 

Wygląd

Jeszcze zanim przejdę do prezentacji, chciałbym nieco tylko wspomnieć, że myszka G305 nie jest żadną nowością. Jej premiera odbyła się w czerwcu 2018 roku, jednak wówczas nie była dostępna wersja kolorystyczna KDA. Gruntem jednak jest to, że techniczne to idealnie to samo, a więc kiedy to już zaznaczyłem, możemy przechodzić dalej.

O wyglądzie udało nam się napomknąć nieco wcześniej, ale to nie było jednak to. Myślę, że myszka sama w sobie prezentuje się okazale, a więc trzeba na nią zwrócić uwagę. Przewodnim materiałem wykonania jest matowy plastik, ale zastaniemy także błyszczący element między przyciskami, na którym znajduje się rolka. Na myszce dominuje rzecz jasna kolor biały, który pojawia się prawie że wszędzie. Na samej pokrywie producent postanowił jeszcze umieścić swoje logo. Wyjątek stanowi tutaj scroll czy też lewy i prawy klik, na którym mamy czarny mat z motywem KDA. 

 

Gryzoń nie jest podświetlany, co mi osobiście nie robi różnicy, jednak jak wiadomo – są gusta i guściki. Łącznie zastaniemy poza głównymi klikami jeszcze trzy przyciski. Jeden wręcz na samym środku i służy on rzecz jasna do zmiany DPI. Po lewej zaś stronie umiejscowione zostały klasyczne dwa przyciski, które mogą służyć chociażby do wracania i powracania na karty w przeglądarce.

W sumie to zapomniałem jeszcze o jednym, lecz ten znajduje się już na odwrocie i służy do włączania i wyłączania sprzętu. Zastaniemy tam także logo Logitecha wraz z nadrukiem modelu.

Całokształt sprawia eleganckie oraz jak już wcześniej wspominałem – minimalistyczne wrażenie. Doskonale widać, że nie mamy tutaj przesytu formy nad treścią, a wszystko zostało przemyślane i dobrze zaprojektowane. 

Użytkowanie

Problem może się pojawić przy wymiarach, bo myszka jest po prostu mała i dla większych dłoni może okazać się niewystarczająca. Dla miłośników Palm Gripa nie będę miał dobrych informacji, ponieważ w większości przypadków takie użytkowanie będzie niemożliwe. Osobiście za pierwszym razem używałem Fingertipa, ale później przerzuciłem się na Clawa. 

Z samego początku było mi trudno operować na “GieTrzystaPiątce”, ale po kilku dniach doszedłem do wniosku, że jest to po prostu kwestia przyzwyczajenia. Sam na co dzień korzystam z gryzonia o większych rozmiarach. Jednak zaznaczę, że jest to kwestia stricte indywidualna, bo przecież dłoń każdego człowieka jest po prostu inna.

Jeśli chodzi o serce urządzenia, to tym jest autorki sensor HERO, który już na samym starcie trzeba przyznać, jest interesujący i warto się z nim zapoznać. Dlaczego? Już spieszę z odpowiedzią. 

Sensor optyczny został stworzony na miarę tego, by pobierał jak najmniej energii, nawet przy pracy w wysokiej wydajności. Jak się okazuje, w praktyce to świetnie działa, przez co bateria trzyma naprawdę długo, jednak o kwestii długości pracy jeszcze opowiemy. Pośmigać tutaj możemy na rozdzielczości 200 DPI, kończąc na dwunastu tysiącach. Jednak umówmy się, że w dzisiejszych czasach mało kto wykorzystuje takie liczby i podchodzi to raczej pod chwyt marketingowy. HERO oferuje nam odświeżanie na poziomie 1000 Hz, a sama komunikacja odbywa się dzięki Lightspeed, które pasmo to 2,4 GHz.

Producent także wyposażył nas jeszcze w przedłużkę, dzięki której rzecz jasna możemy zwiększyć zasięg operowania na myszce, czy też wyprowadzić go na blat biurka. Z początku myślałem, że właśnie będę musiał użyć tego przedłużacza w tym drugim celu, ale przy pierwszym podłączeniu myszki okazało się, że odbiornik “łapie” wystarczająco dobrze.

Skoro o użytkowaniu mowa to dodam też co nieco odnośnie klików i tego typu rzeczy. Muszę przyznać, że fizycznie gryzoń jest naprawdę konkretny, a lewy, jak i prawy przycisk chodzą po prostu wyśmienicie i w porę, a do aktywacji potrzeba naprawdę użytku niewielkiej siły. Nie udało mi się odczuć żadnych lagów ani opóźnień, co przy bezprzewodowym sprzęcie robi na mnie spore wrażenie. To samo zresztą tyczy się rolki, która jest sztywna i w żadnym stopniu się nie wychyla. Minimalnym minusem może tutaj być głośność rolki i uważam, że można byłoby tej kwestii zapobiec. Nie jest to jednak hałas, a zwykły dźwięk pracy scrolla.

Jeszcze pozwolę sobie na chwilę wrócić do aspektu fizycznego, a mianowicie do ślizgaczy. Z tyłu dostrzegamy ich sześć, cztery umiejscowione klasycznie na rogach gryzonia, jeden na środkowym dole oraz ostatni, który jest otoczony wokół samego sensora. Myszka dobrze pływa po podkładce, chociaż zastanowiłbym się nad wcześniej wspomnianym rozmieszczeniem. Być może większe ślizgacze byłby lepszym rozwiązaniem pomimo małych rozmiarów urządzenia?

Czas pracy na baterii? TOP!

Dokładnie w danych technicznych zastać mogliśmy informację, że czas pracy na baterii wynosi niejako do nawet 250 godzin. Oczywiście nie bylibyśmy sobą, gdybyśmy tego nie sprawdzili w praktyce.

Rzeczywiście sensor HERO został skonstruowany w ten sposób, żeby nawet w trybie wysokiej wydajności pobierał jak najmniej energii. Przez cztery dni dosyć intensywnego używania nie zniknęła mi ani jedna kreska baterii, a co więcej – specjalnie zostawiałem włączoną myszkę na noc. Logitech w dodatku informuje, że trybie niższej wydajności bateria może wytrzymać 9 miesięcy i rzeczywiście ziarnko prawdy może w tym być.

Dla wielu też pewnego rodzaju rozdarciem może być to, że myszka wykorzystuje baterię, a nie ładowany akumulator. Czy to dobrze? I tak i nie. W zasadzie zależy to od sytuacji, ponieważ w przypadku baterii jesteśmy zmuszeni co jakiś czas dokupywać kolejne źródło zasilania, bądź jak kto woli je ładować. No i tak samo byłoby w przypadku stałego akumulatora. Jednak umówmy się – ładowanie takiego “zbiornika” może potrwać dłuższą chwilę, podczas gdy wymiana trwa dosłownie moment. Oba rozwiązania mają swoje plusy i minusy, jednak jeśli chodzi o mnie, to wolę sobie dokupywać bateryjki. 

Z tego miejsca pozwolę sobie także poruszyć kwestię bezprzewodowości. Nie będę kwestionował tego, czy tego typu myszki są dobre, czy też nie. Jednakże wielka szkoda, że w myszce nie ma po prostu możliwości podpięcia kabla, gdzie konkurencja taki zabieg oferuje. 

Oprogramowanie

Z czasem przyzwyczailiśmy się, że oprogramowanie do każdego już peryferium jest absolutnym must have’em.

W przypadku Logitecha jest o tyle fajnie, że wystarczy większości osób znany Logitech G HUB. Jest to świetne rozwiązanie, kiedy mamy więcej niż jeden sprzęt od tego producenta, bo wszystko dostosowujemy i konfigurujemy z poziomu jednego programu, a nie musimy oddzielnie instalować i zajmować miejsca na dysku kolejnym software’em.

G HUB od razu po zainstalowaniu wykrywa nasz sprzęt, jedynym warunkiem jest oczywiście podłączenie do komputera. Nie ukrywam, że to moja pierwsza styczność z urządzeniami tej marki, a tuż po wejściu nieco dalej, nie wiedziałem, za co się zabrać. Jednak po chwili nieporadność z mojej strony minęła i zabrałem się do działania.

Ogólnie rzecz ujmując mamy tutaj dwie karty. Pierwsza z nich służy do przypisywania przycisków pod konkretne polecenia i trzeba przyznać, że jest ich całkiem sporo. Na tym oczywiście nie kończymy, bo można przecież tworzyć makra czy też przypisywać przyciski do konkretnych profili. 

Druga karta z kolei jest poświęcona stricte czułości (DPI). W niej nie tylko ustawimy rzecz jasna prędkość wskaźnika, ale również i z tego poziomu przypiszemy DPI do myszy. Maksymalnie można ustawić pięć prędkości, które można później ustawiać samym przyciskiem myszki bez konieczności wchodzenia za każdym razem do aplikacji. Fajną i w zasadzie kluczową opcją właśnie w gryzoniach bezprzewodowych jest zmiana trybu zasilania. W przypadku G305 spotkamy się z wysokim zasilaniem, co przełoży się na większą wydajność lub na niskim, przez co bateria wytrzyma jeszcze więcej czasu. Jeszcze na sam koniec ustawić możemy częstotliwość raportowania, która wyrażona jest na sekundę. Do wyboru mamy cztery wartości: 1000, 500, 250 oraz 125. Domyślną jest ta pierwsza. 

Podsumowanie

Podsumowując już Logitecha G305 w wersji K/DA, na samym starcie mogę powiedzieć to, że jest to ta sama myszka, jedynie w odmienionej wersji kolorystycznej, o czym wcześniej wspominałem. Wiadomo – nie każdy szasta nieograniczonym budżetem, a jeśli myszka przypadła Wam do gustu, to miejcie na uwadze, że zawsze możecie trochę zbić cenę, kupując podstawową kolorystykę. Jednak dla fanów League of Legends grzechem byłoby nie kupić właśnie edycji K/DA, która prezentuje się okazale.

Umówmy się, że średnia cena tego urządzenia to dwieście złotych. W takiej kwocie dostajemy co prawda urządzenie, które za miesiąc będzie miało trzy lata. Czy to źle? Wydaje mi się, że nie. 200 złotych za taką myszkę to adekwatna kwota, a jestem w stanie nawet zaryzykować, że może to Logitech G305 może być najlepszym gryzoniem właśnie w tym przedziale cenowym. Uważam, że gra jest po prostu warta świeczki.

Kiedyś miałem okazję korzystać z myszki bezprzewodowej, ale szybko się zniechęciłem i stwierdziłem, że potrzebuję wrócić do oklepanego kabla. Najwyraźniej to po prostu tamten sprzęt odbierał mi frajdę. Zdaję sobie sprawę, że wychwalam G305, ale to właśnie dzięki temu gryzoniowi miałem okazję zaznać radości z korzystania bez przewodu i mógłbym rozważyć przejście na takie rozwiązanie. Jednak jak zawsze, nic nie jest idealne, a wiekowa już myszka od Logitecha nie jest wolna od wad. Do kilku z nich mogę zaliczyć wcześniej wspomnianą sprawę z brakiem stałego akumulatora. Osobiście zastosowałbym tutaj dwa w jednym, a więc ładowane zasilanie oraz baterie. Czasami jednak przydałby się ten kabel, bo nie wiadomo kiedy bateria się rozładuje, a w pogotowiu możemy nie mieć kolejnej. Problematyczne mogą być także wymiary, wszak dla dużych dłoni urządzenie może okazać się za małe.

Partnerem recenzji jest marka

[review]