IzakTV

Strona główna » Myszka i podkładka to spójne ogniowo, a więc recenzja Genesis Krypton 290 oraz Carbon 700

Myszka i podkładka to spójne ogniowo, a więc recenzja Genesis Krypton 290 oraz Carbon 700

Autor: Krzysztof Sarna

Genesis w ostatnich miesiącach nie próżnuje i nieustannie działa. Efektem tych działań są coraz to nowsze modele peryferiów komputerowych. Tym razem w nasze ręce dostała się prosto spod igły myszka Genesis Krypton 290. Jednak gryzonie bez podkładek to słabe połączenie, a więc przyjrzymy się jeszcze podkładkom z serii Carbon 700.

Nie każdy może sobie pozwolić sobie na drogi sprzęt – ot takie są realia współczesnego świata. Jednak Rodzimy producent słynie z tego, że oferuje sprzęty w różnym przedziale cenowym. Zarówno coś dla siebie znajdą osoby ze szczupłym portfelem, jak i te zamożniejsze. Wydaje się, że na sprzęt, który przetestowaliśmy pozwolić sobie może praktycznie każdy. Przeczytajcie zatem, jak w akcji sprawdza się myszka Genesis Krypton 290, którą dorwać możemy za umowną kwotę dziewięćdziesięciu złotych. 

Specyfikacja techniczna Genesis Krypton 290:

Typ sensora: Optyczny

Rozdzielczość: 200 – 6400 DPI

Maksymalna szybkość przetwarzania danych: 6000 FPS

Maksymalna akceleracja: 22 G

Maksymalna szybkość śledzenia: 66 ips

Szybkość raportowania: 1000 Hz

Liczba przycisków: 7

Długość przewodu: 1,8 m

Waga myszy: 134 g

Wymiary produktu: 125 x 64 x 41 mm

Oprogramowanie: Tak

Specyfikacja Genesis Carbon 700 XL:

Materiał produktu: Tkanina Cordura / guma

Wymiary: 450 x 400 x 3 mm

Kompatybilne typy myszy: Optyczne / laserowe

Specyfikacja Genesis Carbon 700 Maxi:

Materiał produktu: Tkanina Cordura / guma

Wymiary: 900 x 420 x 3 mm

Kompatybilne typy myszy: Optyczne / laserowe

Platforma testowa:

Myszka

Unboxing, jak to prezentuje się na pierwszy rzut oka?

Czerwono-czarne pudełka to zdecydowany standard dla sprzętów wypuszczanych przez Genesisa. Opakowanie jak zwykle zostało skrojone na potrzeby, a zasadniczo wymiary gryzonia. Genesis, przynajmniej w moim mniemaniu oznacza zawsze prostotę i brak kombinowania, co wielu może przypaść do gustu. Z tych ważniejszych informacji – po prawej stronie znajdziemy zapis o zakresie DPI. Ten wynosi od 200 do 6400. Producent zadbał również o oprogramowanie, wbudowaną pamięć urządzenia, a także spotykamy się z wiedzą o tym, że myszka posiada siedem programowalnych przycisków.

Pora zatem zajrzeć do tego, co kryje się wewnątrz. Jeszcze przed miesiącem miałem okazję przetestować myszki z serii Krypton, a dokładniej to były to modele 200 oraz 220. Dlatego też już na samym wstępie dostrzegłem różnice. Zabrakło naklejek, jednak w porównaniu do wcześniej wspomnianych przykładów twórca zadbał o zabezpieczenie złącza, wszak to otrzymało zaślepkę. Poza samym urządzeniem w zestawie jest jeszcze przewodnik szybkiej instalacji i to wszystko.

Wobec tego zastałem największą prostotę, zero kombinacji ani niespodzianek. Tuż na ‘surowo’ gryzoń sprawia przyjemne wrażenie. Martwi jedynie fakt, że będą na nim pozostawały odciski palców. Nie będę przedłużał i przejdę do tego, co najważniejsze, a więc budowa czy też działanie samego peryferium.  

Budowa

Aspekt samej konstrukcji rozpocznę nieco bardziej nietypowo niż ma to miejsce zazwyczaj. Otóż od samej barwy. Tym razem polska marka do obiegu wprowadziła ten sam model, ale w dwóch różnych wersjach kolorystycznych. Poza klasyczną, tradycyjną już czarną barwą w większości urządzeń nie tylko Genesisa, ale i innych producentów ujrzeliśmy także tę kontrastującą do czerni, a więc białą. Zasadniczo to sam korpus jest biały, natomiast druga część utrzymana w ponurym kolorze. W moje ręce jednak dostał się ten zwykły produkt, a więc przejdźmy do tego, jak został zbudowany. 

Pod spodem zastaniemy cztery teflonowe ślizgacze, z czego te dolne są nierównych rozmiarów. Dopiero te górne są sobie równe, a także rozmieszczone symetrycznie. Ponadto Genesis w odróżnieniu od Kryptona 200 oraz 220 wprowadził coś nowego, czym są swego rodzaju ‘ryski’ przypominające te chociażby z płytek PCB. Do tego jest jeszcze coś, co ma miejsce w każdej myszce, a więc napis modelu, a także kraj produkcji, w tym przypadku – Polska.

Przenosimy się teraz na powierzchnię, na której pracować będzie nasza dłoń. Wszystko zostało wykonane z tworzywa sztucznego. Te jednak wydaje się być przyzwoitym. Na gładkiej powierzchni nie mogło zabraknąć loga Genesisa, które po podłączeniu będzie podświetlone. Kiedy położyłem całą dłoń na gryzoniu, odczułem pozytywne uczucie. Urządzenie zostało wyprofilowane po prostu w dobry sposób. Samo rozmieszczenie przycisków, których w tym przypadku mamy siedem nie różni się wiele od innych Kryptonów. W samej połowie tradycyjnie usytuowano guziki do zmiany DPI. Początkowo mogą one sprawiać wrażenie jednego długiego, tak finalnie są one leciutko oddzielone. Następnie w linii prostej mamy styczność z rolką, która została pokryta gumą, ale na niej prezentuje się inny wzorek, niż ten, który dominuje na większości sprzętów. Warto też zajrzeć na powierzchnię boczną. Tym razem nie ma już białego napisu po lewej stronie z modelem. Zostały natomiast umieszczone na frontach błyszczące elementy oraz jak to zazwyczaj ma miejsce – na lewicy dwa kliki, najczęściej przydające się do nawigacji w przeglądarce.

Do tego wszystkiego dochodzi jeszcze przewód, no bo myszka nie jest przewodowa. Ten wynosi niecałe dwa metry, wszak do nich brakuje mu dokładnie dwudziestu metrów. Pozytywnie na pewno zaskakuje fakt, że kabel został opleciony. Samo złącze natomiast to oczywiście USB typu A. Twórcy wykazali się prostotą, wszak ‘styk’ jest srebrny. 

Działanie, użytkowanie

W sekcji działania chciałoby się rzec, że myszka działa i to tyle, do widzenia. Wiemy jednak, że nikt nie lubi kupować kota w worku, a to oznacza, że najważniejszą część recenzji trzeba zdecydowanie rozszerzyć. Rozpocznę w tym przypadku od pierwszego podłączenia. Komputer momentalnie wykrył gryzonia, a sama konfiguracja trwała nie dłużej niż około pół minuty. Ponadto myszka od razu ma włączone podświetlenie RGB, do którego wraz z czasem przejdę. 

Niestety do tej pory Genesis postanowił nie informować nas o sercu urządzenia, a więc sensorze, a to spora szkoda. Wiadomo jedynie, że zakres rozdzielczości wynosi od 200 do 6400 DPI. Jest to już swego rodzaju standard w gryzoniach przynajmniej w umownej półce cenowej do stu złotych. Muszę z tego miejsca powiedzieć, że fajnie, gdyby marka znad Wisły w końcu zaczynała udostępniać informację na temat tego, kto jest odpowiedzialny za czujnik. Ja w pełni rozumiem, że ta wzmianka nie powali nas na nogi, ponieważ w takim sprzęcie idzie się po jak najtańsze rozwiązania, co zresztą jest logiczne. Wydaje mi się jednak, a raczej nie tylko mi, a sporej liczbie maniaków, że adnotacja odnośnie sensora jest po prostu swego rodzaju must have’em. 

Pora jednak wrócić do tego, jak urządzenie sprawuje się na polu bitwy. O tym, że Krypton 290 sprawdzi się dobrze w codziennym użytkowaniu, takim jak choćby przeglądanie Internetu, czy też w zastosowaniach biurowych rozwodzić się nie muszę. My w tym miejscu spotykamy się w zdecydowanie innym celu, a konkretniej w sprawie przyjrzenia się temu urządzeniu w grach komputerowych. 

Gryzoń swoje waży, bo mówimy tu o 134 gramach, a więc to może opcjonalnie sprawiać dla kogoś problem. Z pewnością waga ta będzie przekładać się na większą precyzję, aczkolwiek ja nie ukrywam, że jestem przyzwyczajony do lższejszego sprzętu, przez co trudno było mi poruszać myszką, nie wspominając nawet o tych najgwałtowniejszych ruchach. Co by jednak przesadnie nie narzekać, sprzęt trzyma się pewnie i nie ma tu mowy o jego wypadaniu z ręki. 

Dwa główne przyciski natomiast chodzą tak, jak należy, jednak do najcichszych nie należą. Scroll chodzi bardzo płynnie i nie ma się w nim do czego przyczepić. Nieco oporu przysparzają już kliki odpowiadające za zmianę DPI. Wszystkie przyciski nie są ze sobą zsynchronizowane i całość sprawia wrażenie chaotycznego. To wszystko za sprawą tego, że dwa guziki, które występują po lewej stronie, są dla mnie za miękkie i sprawiają wrażenie zapadających się.

W kontekście działania warto wspomnieć o samej żywotności. Na stronie producenta możemy zastać informację, że przełączniki wytrzymają nawet do dziesięciu milionów kliknięć. Takie połączenie z wcześniej wspomnianym kablem w oplocie sprawia, że sprzęt rzeczywiście jest w stanie posłużyć chociażby przez dwa lata w przypadku najbardziej zaawansowanych użytkowników.  

Zapomniałbym jeszcze o podświetleniu. W przypadku “Dwieście-dziewięćdziesiątki” Genesis postanowił zastosować RGB z efektem PRISMO. To przekłada się na 16 milionów kolorów! Same diody natomiast zostały umiejscowione trzykrotnie. Tradycją jest już oświetlenie loga. Do tego doszła jeszcze rolka, a także skrajna, dolna powierzchnia. Wszystko to tworzy spójną całość.

Oprogramowanie

Nie zapominamy jeszcze o oprogramowaniu. Genesis nieustannie pozytywnie zaskakuje faktem, że mimo taniego sprzętu dba o software. Programu od rodzimego producenta nie trzeba nawet instalować, wszak ten działa po jego pobraniu. Gdybyście jednak nie wiedzieli, gdzie znaleźć ‘driver’ to ten mieści się na oficjalnej stronie. 

Samo oprogramowanie nie różni się niczym od tego z myszek Krypton 200 i 220. Mamy styczność z dokładnie tym samym programem, jednak tym razem nieco zabolał mnie brak języka polskiego. To nie tak, że na przestrzeni miesiąca moje umiejętności podupadły, ale jednak wydaje mi się, że polski producent, który wypuszcza sprzęt głównie na Rodzimy rynek powinien, oferować wybór mowy i rzecz jasna – język polski. 

Po odpaleniu software’u naszym oczom ukazuje się pięć zakładek, z czego dwie pierwsze są przeznaczone do tworzenia profili. Mówiąc bardziej szczegółowo – producent oferuje w tym miejscu możliwość przypisania różnorakich funkcji do każdego z siedmiu klików. Najwięcej jednak możemy skonfigurować w sekcji ‘Advanced’, wszak w tym miejscu twórca po prostu się postarał i swoje oddał. Najbardziej zaawansowani z pewnością pogrzebią przy opóźnieniach głównych klików, prędkości, prędkości podwójnego kliku czy też szybkości rolki. Ponadto jesteśmy jeszcze w stanie dokonać wyboru DPI oraz próbkowania, gdzie domyślnie zaznaczone jest 1000Hz.

Za nami większa część, a więc nadszedł czas na czwartą rubrykę, która zapewne jest lubiana przez największą część użytkowników, czyli LED-y. “Czerwono-czarni” oferują nam wybór prędkości podświetlenia. Do tego dochodzi sześć trybów oświetlenia: Breathing, Prismo, Neon, Flow Light, Waltz, 4-Season, a jako siódmy możemy doliczyć wyłączenie RGB. Ostatnim nagłówkiem jest jeszcze jasność. Ostatnią zakładką jest ta, w której można tworzyć własne makra. 

Podsumowanie 

Cóż zatem mogę rzec o Kryptonie 290? Z pewnością jest to dobra myszka do 90 złotych. Genesis w ostatnim czasie wręcz że szaleje z wydawaniem coraz to nowszego sprzętu, a zwłaszcza myszek. Wspominam o tym specjalnie dlatego, że testowany przeze mnie model, przynajmniej dla mnie był za ciężki. Dla porównania – gryzonie, które testowałem jeszcze na początku września, a więc Krypton 200 i 220 nie przekroczyły osiemdziesięciu gramów, podczas gdy ten przebił barierę 130g. Z tego też miejsca zauważyłem pewnego rodzaju rozdarcie. Na opakowaniu marka znad Wisły informuje o 99 gramach, natomiast na oficjalnej stronie waga ta to 134g. Zająłem się jednak zbadaniem tego tematu i waga kuchenna wraz z okablowaniem wskazała nieco ponad 150 gramów, natomiast sam gryzoń to coś w okolicach 115g.

Myszka powinna się sprawdzić przede wszystkim w zastosowaniach domowych, jak i biurowych, jednak w gamingu również nie powinna nas zawieść, chociaż przy tej wadze – polemizowałbym. Nieustannie boli mnie fakt, że Genesis nie informuje nas o tym, jaki sensor stosuje we własnych urządzeniach. Zapewne też spytacie – skoro “czerwono-czarni” w ostatnim czasie wypuszczają tyle tych myszek, a ich cena różni się przykładowo o dwadzieścia złotych, to która jest lepsza? I w tym miejscu jest mi naprawdę trudno odpowiedzieć. Największą różnicą, którą dostrzegłem pomiędzy tymi wszystkimi urządzeniami, to ta, że różnią się one chwytem oraz wyprofilowaniem. Dlatego też najlepiej jest się udać do sklepu i przetestować wszystko na własnej skórze. 

Podkładki

Myszka i podkładka to coś jak na zasadzie zamka i klucza, czy samochodu i paliwa. Owszem, znajdą się i tacy, którzy korzystają z gryzonii bez podkładek, jednak w naszym esportowym środowisku muszą być to zdecydowane wyjątki. Genesis w ostatnim czasie postanowił, a dokładniej to na początku października wydać dwie nowe podkładki z serii Carbon 700.  

Przestrzeń pod mysz została wykonana we współpracy wraz z Cordurą, a więc marką tkanin, która jest wysoce odporna na przetarcia. I rzeczywiście – podkładki już na pierwszy rzut oka wywołują wrażenie zrobionych solidnie. Wszystkie krawędzie zostały obszyte, co powinno być codzienną we współczesnych produktach każdej marki, jednak z tym w praktyce jest różnie. Warto jeszcze na chwilę wrócić do samej Cordury, wszak jest to producent, który swoje zastosowanie znajduje także w plecakach wyprawowych, czy ubraniach dla motocyklistów. Tutaj należą się wielkie brawa dla Genesisa, wszak widać, że kolaboracja po prostu się powiodła. Przetarcia to nie wszystko, na co uodporniona została podkładka Carbon 700, wszak do jej atutów należą jeszcze wodoodporność wraz z antypoślizgiem. 

Jak to wszystko sprawdza się w praktyce? A no świetnie. Podkładek za wielu w swoim życiu nie miałem, ale te wydają się należycie spełniać swoje zadanie. Rzeczywiście – po wylaniu cieczy ta nie jest wchłaniania i pozostaje na samej powierzchni. Jeśli natomiast chodzi o samo poruszanie się gryzonia – te jest naprawdę dobre i myszka ‘pływa’ zadowalająco. Genesis wypuścił dwie podkładki z serii Carbon 700, które różnią się oczywiście wymiarami. Do wyboru mamy podmodel XL (450 mm x 400 mm) oraz MAXI (920 mm x 420 m). Kto wie? Być może to właśnie ta druga będzie alternatywą dla doskonale znanego Carbona 500? 

Jest tylko jeden aspekt, do którego mogę się przyczepić, a mianowicie cena. Mniejsza z “wykładzin” kosztuje 99 złotych, podczas gdy ta większa to wydatek rzędu prawie stu pięćdziesięciu złotych. W tym momencie pojawia się pytanie: czy warto aż tyle wydawać na podkładkę? No i tutaj z pewnością zadecydują indywidualne preferencje jak chociażby grubość portfela. Jednak moje podejście zmienia się w momencie, w którym widzę, że produkt jest wykonany naprawdę solidnie i sprawia wrażenie takiego, który spokojnie może posłużyć na lata.

Partnerem recenzji jest marka