IzakTV

Strona główna » Jak z Overwatch zrobić dobry e-sport?

Jak z Overwatch zrobić dobry e-sport?

Autor: Rafał Rudnicki

Dziś zakończył się pierwszy sezon rankingowy, a lada moment rozpoczyna się największy dotąd turniej w grze Overwatch. Blizzard głośno mówi, że chce zrobić ze swojej produkcji duży e-sport. Wciąż jednak im do tego trochę brakuje i o tym sobie dzisiaj porozmawiamy.

 

Nie od razu Kraków zbudowano – mówi stare polskie przysłowie. Pasuje ono idealnie w kontekście gry Overwatch, która miała swoją premierę prawie 3 miesiące temu, a już największe organizacje e-sportowe powołały swoje drużyny. Te, z kolei biorą udział we wszelkiej maści rozgrywkach z dość niskimi pulami. To się jednak zmieni w nadchodzący weekend. Na trwających aktualnie targach Gamescom odbędzie się Overwatch Atlantic Showdown, oficjalny turniej z pulą sięgającą 100 000 $. Zagra tam osiem aktualnie najlepszych drużyn, w tym Fnatic, compLexity czy absolutny lider EnVyUs. Mimo to, śmiem wątpić, że pojedynki będą równie emocjonujące, jak mecze CS:GO na turniejach o tej samej puli. Dlaczego?

Mało emocjonujące tryby gry

Overwatch jest grą typu Easy to learn, hard to master – czyli takiej, do której wejść i czerpać przyjemność jest łatwo, ale by być w niej naprawdę dobrym, trzeba już trochę przy niej spędzić czasu. Dlatego też scena e-sportowa w grze ma sens… pod warunkiem, że pojawi się w niej nowy tryb rozgrywki.

Aktualnie są trzy – przejęcie/obrona punktu, Król Wzgórza (obie drużyny walczą o jeden punkt) i Payload, czyli znane z Team Fortress 2 pchanie wózka. Tryby te są oczywiście bardzo grywalne i przyjemne, ale bardzo często doprowadzają do tego, że jedna strona wyraźnie przeważa nad drugą i nie chodzi tu o umiejętności indywidualne, tylko często o to, kto pierwszy dotrze do celu (zwłaszcza, jeśli mówimy o trybie Król Wzgórza). Pchanie wózka po stronie atakującej bardzo często wygrywa się nie poprzez sprawdzanie każdego zaułka, a dramatyczne wykonywanie celu w jak najkrótszym czasie – co zwykle wygląda chaotycznie. Dlatego też, w grze brakuje takich emocji, jak w CS:GO – bo często wygrywa nie sposób, a szybkość wykonania akcji.

W chwili obecnej rządzi szybkość, a nie sposób gry.

Wydaje mi się, że sposób rozwiązania problemu jest prosty. A gdyby tak wprowadzić mapy Payload z dwoma wózkami, pchanymi przez obie drużyny jednocześnie? Wtedy zespoły zmuszone będą do tego, by nie tylko pilnować swojego interesu, ale też przeszkadzać przeciwnikom i zastawiać na nich pułapki.

Bardzo ciekawym trybem e-sportowym jest Uplink, z gry Call of Duty Black Ops III. Dwie drużyny walczą o drona w kształcie piłki, a następnie próbują go zanieść do swojej bazy. Gracz posiadający Uplink jest zwykle chroniony przez swoich kolegów, a sam cel, zamiast spokojnie zanoszony, bardzo często leci przez całą mapę do punktu zbornego. Oglądając rozgrywki z tego trybu jesteśmy świadkami nie tylko gry drużynowej, ale też pomysłowości, znajomości mapy i dobrych umiejętności indywidualnych.

Mało rozbudowany tryb obserwatora

Komentatorzy meczów Overwatch mają trudne zadanie. Bez dostępu do szczegółowych statystyk muszą zapełnić kilkudziesięciominutowe spotkanie treścią. Brak dostępu do takich informacji odbija się także na jakości transmisji. Bo ile można gadać o tym samym? Komentowanie CS:GO, czy League of Legends to, jak mówią profesjonaliści, przyjemność sama w sobie. W końcu wiadomo, kto strzela więcej głów, kto zabija więcej z pistoletów niż z karabinów, czy może kto najlepiej radzi sobie w rundach eko. Dostęp do takich informacji sprawiłoby, że powoli rosłyby gwiazdy pokroju NiKo, będącego mistrzem Deagle’a, czy KennyS, nieco przygasłej już gwiazdy AWP.

Alex “Machine” Richardson jest jednym z casterów sceny Overwatch

Z drugiej strony gracze podświadomie mogliby się skupiać tylko na jednej postaci, by stać się rozpoznawalnym w środowisku e-sportowym właśnie jako mistrz w prowadzeniu jej. Teoretycznie nie ma w tym nic złego, z drugiej strony zaś zmiana postaci w locie i umiejętne dostosowywanie się do sytuacji jest esencją rozgrywki.

Ciągłe zmiany w balansie postaci

Zjawisko to nie jest specjalnie złe, ale może mieć wpływ na rozwój sceny e-sportowej. Valve czy Riot Games przyzwyczaiło pro-graczy do częstych, czasami mikroskopijnych, finalnie znaczących zmian w balansie broni, czy umiejętności postaci. Niektóre są kompletnie nietrafione – przykładem może być rewolwer R8, który na początku miał siłę strzału porównywalną z AWP. Szybko jednak jego użyteczność spadła. Na tyle, że w trakcie meczów w zasadzie nikt go nie używa.

Overwatch wciąż jest dość młodą grą, a Blizzard na pewno jeszcze przez długi czas będzie pilnować, by i tak dobry aktualnie balans został zachowany. Fakt ten może mieć jednak diametralne znaczenie, jeśli chodzi o role w zespole. Aktualnie jako Healer wybierany jest głównie Lucio i Zenyatta, bo oprócz możliwości leczenia, posiadają też “siłę palną”. W planach jest jednak ponowne osłabienie tego drugiego, a wzmocnienie Łaski, tak, by swoją umiejętnością mogła leczyć kilka osób jednocześnie.

Dziwny format flagowego turnieju Blizzarda

Na koniec bardziej ciekawostka, niż problem. Blizzard zorganizuje Mistrzostwa Świata w Overwatch, w których udział weźmie 16 reprezentacji krajów. Sęk w tym, że sloty nie są rozdawane do końca sprawiedliwie. Stany Zjednoczone, Kanada, Brazylia, Chiny, Korea Południowa, Australia i Nowa Zelandia dostaną się do szesnastki z miejsca. W Europie zaś o sześć miejsc walczyć będzie kilkadziesiąt przegłosowanych przez społeczność ekip. W skrócie – będzie to zbitka drużyn uformowanych przez popularnych streamerów, czy Youtuberów w połączeniu z profesjonalnymi zawodnikami.

Blizzard nieco pogubił się w organizacji swojego turnieju.

Taki format to krok w tył dla e-sportu. Pomijając fakt, że nagrodą w turnieju jest… przelot na Blizzcon i symboliczne nagrody. W skrócie – gra o złote kalesony. Zamiast fajnego turnieju z klasyczną pulą nagród otrzymamy rywalizację pomiędzy zbitką popularnych graczy, a reprezentacjami krajów, w których… gra sprzedaje się najlepiej?

Musimy jeszcze poczekać

Najnowszej grze Blizzarda trzeba przyznać jedno. Ma ogromny potencjał, by stać się bardzo mocnym e-sportem, zaraz obok najpopularniejszych tytułów. Ma wszystko co potrzebne – dynamiczne rozgrywki, przyjemną dla oka oprawę, rywalizację, a przede wszystkim – świetnie zaprojektowanych bohaterów. Każdy znajdzie tu takiego, który będzie jego ulubionym. Sam łapię się na tym, że skupiam się na zawodniku X, bo gra głównie D’vą.

Pamiętajmy, że scena CS:GO też nie urosła z dnia na dzień. Na to, jak wygląda teraz wszyscy pracowali przez kilka lat. Pozwólcie, że powtórzę słowa z początku tego artykułu –  w końcu nie od razu Kraków zbudowano.