IzakTV

Strona główna » Po szufli miał być HIT, a wyszedł KIT

Po szufli miał być HIT, a wyszedł KIT

Autor: Krzysztof Sarna

Który to już raz wracamy do tego samego zagadnienia? Nie potrafię nawet zliczyć… Sezon jednak się skończył, większość zawodników ma aktualnie przerwę i może w spokoju delektować się smakiem wakacji. Przyszedł czas na pewnego rodzaju podsumowanie. Jeszcze w styczniu podczas szufli, a nawet i po niej byliśmy zachwyceni. Czy jednak zmieniła coś na polskiej scenie? Bo mnie wydaje się, że nie.

Styczeń. To z pewnością jeden z najbardziej pamiętnych miesięcy tego roku, mimo iż ten się jeszcze nie skończył. To właśnie wtedy na rodzimej scenie Counter-Strike’a doszło do wielkiej szufli. Szufli, w której chyba każdy z nas pokładał wielkie, ale to wielkie nadzieje. Po tak długim okresie stagnacji polskiego CS-a składy prezentowały się naprawdę obiecująco i w końcu liczyliśmy, że to pójdzie do przodu, ale zaledwie kilka miesięcy zweryfikowało praktycznie każdą drużynę.

Czy szufla i nowe składy, które pojawiły się na początku bieżącego roku, namieszały na międzynarodowej scenie? Oczywiście, że nie. I w zasadzie na tym moglibyśmy zakończyć, ale wiadomo, że musimy powiedzieć nieco więcej. 

To, co każdy wie, czyli nadal jest źle

Z pewnością każdy się podpisze pod tym, że aktualny stan rodzimego CS-a jest po prostu w słabej kondycji. Nie jest to żadną nowością. Jesteśmy w totalnym dołku i wydaje mi się, że stan ten utrzymuje się aż od rozpadu Virtus.pro. Owszem – w międzyczasie było kilka przebłysków, jak chociażby wygranie DreamHacka Open w Montrealu w 2018 roku przez Team Kinguin, ale nie przełożyło się to na dalsze sukcesy czy to tej formacji, czy też jakichkolwiek innych.

Z roku na rok tworzone są nowsze składy, na scenie pojawiają się nowe talenty, a za przykład może posłużyć duet w postaci Kamila “KEia” Pietkuna oraz Kacpra “Kylara” Walukiewicza. Pieniędzy także nie brakuje. Jednak czas nieubłaganie przemija, a pozostałe państwa i regiony zdążyły już odjechać. Zostańmy jednak przy ubiegłym sezonie, bo odnoszę wrażenie, że ten został trochę zmarnowany, spoglądając na to, jaki potencjał mieliśmy. 

Tuż po ogłoszeniu składu Anonymo Esports stał on się momentalnie największym pretendentem do bycia najlepszym w kraju. I nie bez powodu, wszak wszystko na papierze wyglądało zadowalająco. Z jednej strony doświadczony trzon w postaci Janusza “Snaxa” Pogorzelskiego, Pawła “innocenta” Mocka oraz Wiktora “mynio” Kruka, a tuż obok dobrze rokujący duet młodych, o których wspomniałem chwilę wcześniej, a więc KEi & Kylar. I rzeczywiście – na początku było bardzo dobrze, a jedyną drużyną, która była w stanie na przełomie lutego czy kwietnia godnie rywalizować z “Anonimowymi” było x-kom AGO. Jak się nawet później okazało – to właśnie “Jastrzębie” stały się numerem jeden w kraju nad Wisłą. 

Czy jednak dwie najlepsze drużyny w Polsce przez okres ponad sześciu miesięcy sięgnęły po jakikolwiek tytuł w zagranicznych rozgrywkach? Otóż nie. I nie zrozumcie mnie źle. Wcale nie mam na myśli wygrania nawet DreamHacka z serii Open (chociaż uważam, że przynajmniej na tyle powinno być nas stać). Chodzi mi o proste dokonania, jak chociażby zakwalifikowanie się do ESL Pro League, gdzie AGO było w zasadzie o krok. I nie ma się co oszukiwać – ten sezon należał właśnie do podopiecznych Mikołaja “miNIroxa” Michałkówa. Wracając jednak do Anonymo, to bardzo dobrym przebyłskiem było zakwalifikowanie się do trzeciej edycji Flashpointa. W tej sytuacji możemy dostrzec dwie strony medalu, a to dlatego, że super – gra na turnieju RMR to bardzo świetna sprawa. Jednak to po tej imprezie w szeregach Snaxa i spółki przestało coś grać – zawodnicy zaczęli borykać się z problemami, co w ostatecznym rozrachunku doprowadziło nawet do spadku z ESEA Premier i wymiany zawodnika.

Na jakiego – jeszcze nie wiemy, wszak testy nadal trwają. O drugiej, troszkę mniejszej szufli mogliśmy mówić na przełomie maja i czerwca. Nadzieje nadal pozostają, ale co z tego wszystkiego wyjdzie, to czas pokaże.

Rotacja zawodnikami rok w rok niewiele daje 

W każdym sporcie drużynowym wymiana zawodników, a po prostu okienka transferowe to normalność. W grach komputerowych również się do tego zdążyliśmy przyzwyczaić. Zazwyczaj do szufli dochodzi raz bądź dwa razy rocznie. I to jest najbardziej niepokojący fakt. Kiedy weźmie pod lupę piłkę nożną – owszem zdarzają się piłkarze, którzy odchodzą już po dwóch miesiącach, ale jest to rzadkością i częściej wynika to z problemów personalnych. 

Dla przykładu możemy też przyjrzeć się scenie League of Legends i to tej polskiej. Organizacje zmieniają swoje składy w przerwie pomiędzy jednym sezonem Ultraligi, a drugim. W Counter-Strike’u niestety jest inaczej. Często odnoszę wrażenie, że włodarze chcieliby mieć wyniki na już, a nawet i na wczoraj. Brakuje zdecydowanej cierpliwości, którą jednak dostrzegam w jednym z zespołów. To HONORIS, kierowane przez Filipa “NEO” Kubskiego i Wiktora “TaZa” Wojtasa. Z pewnością pamiętacie początki, kiedy nie szło im przez nawet pierwsze sześć czy siedem miesięcy. Chłopaki jednak przetrzymali i przezwyciężyli ten trudny okres i odpalili w fazie zasadniczej wiosennych ESL Mistrzostw Polski. Udowodnili jednocześnie, że nie trzeba więcej, aniżeli ciężko i zawzięcie trenować.

W innym formacjach natomiast jak nie idzie przez około dwa miesiące, to musimy robić zmiany, bo co? Bo sponsorzy się od nas odsuną? Bo ktoś będzie niezadowolony? Sorry, ale z takim podejściem to by dalej będziemy w tyle. To jest smutna prawda, ale bolesna. Przez trzy lata próbowaliśmy, prawie że wszystkiego. W dalszym ciągu podawane są kolejne propozycje składów marzeń, które na pewno będą musiały wypalić i wystarczy z nich skorzystać. Otóż nie. “Dream teamów” było już u nas pełno, a nic z tego nie wyszło. To też nie jest tak, że dobierzemy pięciu najlepszych Polaków i wyniki przyjdą same. 

Niejednokrotnie już to powtarzałem i nadal będę się tego trzymał. Najczęstsze błędy są w Polsce popełniane już na samym starcie, tuż przy tworzeniu zestawień. Czy takie zostały popełnione podczas szufli w styczniu? Nie mnie oceniać. Mogę jednak stwierdzić, że sezon, w którym w teorii mieliśmy bardzo dobre formacje, został w praktyce spaprany.