IzakTV

Strona główna » Polecamy do shooterów: myszki do 150 zł

Polecamy do shooterów: myszki do 150 zł

Autor: Mateusz Olczyk

Masz dość słuchania o sześcioletnich DeathAdder’ach, sensorach laserowych do gier FPS i A4Tech’owych v-track’ach w 2019 roku? Jeśli odpowiedź na to pytanie jest twierdząca, to wydaje mi się, że mam coś specjalnie dla Ciebie. “Myszki do 150 zł” witają z otwartymi ramionami!

Witaj Drogi Czytelniku na starcie najbardziej subiektywnej serii list polecanego sprzętu jaką znajdziesz w internecie! Porozmawiamy dziś o podstawie podstaw, bez jakiej żaden szanujący się gracz FPS’ów nie zaczyna swojego posiedzenia przed komputerem, czyli… pada! Tak… jeśli jeszcze wyłączyłeś tej strony, to prawdopodobnie zrozumiałeś ten nieśmieszny gag z mojej strony. Ewentualnie po prostu przeczytałeś tytuł, tak też pewnie mogło się stać. Dziś porozmawiamy rzecz jasna o myszkach. Konkretniej – o polecanych przeze mnie myszkach w budżecie do 150 zł. Jeśli już zadajesz sobie Drogi Czytelniku pytanie, kimże ja jestem aby mówić Tobie, na co powinieneś wydać swoje ciężko zarobione pieniądze, to odpowiedzią na to pytanie niech będzie… ten tekst. Niech sam się wybroni, przy okazji wybraniając także i mnie.

Bez zbędnego przedłużania – rozsiądź się wygodnie i… czytaj 😉

Wybór nr. 1 – Genesis Krypton 770

krypton770

fot/Genesis

Mam pełną świadomość, że dla wielu Natec to w dalszym ciągu firma produkująca sprzęty raczej dla dzieci, a nie dla prawdziwych graczy. A gdy taki prawdziwy gracz usłyszy do tego, że miałby przeznaczyć praktycznie cały założony w tytule budżet na mysz takiej marki, najpewniej postuka się w głowę z niedowierzaniem. Jednak zapomnij proszę na moment, o jakiej firmie rozmawiamy i zastanów się nad tym z nieco innej perspektywy. Czy niecałe 150 zł za mysz z PMW3360, a więc topowym serduchem Pixarta, to zły deal? Czy będzie to zły deal jeśli dodamy do tego prawie identyczny kształt jaki posiada Razer’owy DeathAdder, nie najgorszą jakość wykonania i udane oprogramowanie? Brzmi lepiej, czyż nie? Krypton 770, choć na pewno nie jest idealny, w założonym budżecie jest naprawdę świetnym wyborem dla kogoś, kto poszukuje sporej myszki pod palm grip. Nasuwać się tu może jednak pytanie – czy skoro mysz ta imituje DeathAdder’a… to czy sam DeathAdder nie będzie lepszym wyborem? Przecież wersja Essential na ciągłych promocjach kosztuje mniej o od Kryptona, prawda? Na temat DeathAddera Essential(a więc 2013) w internecie powiedziano już chyba wszystko. Jeśli liczysz się z każdą złotówką i bliżej Ci do wydania 100, niż 150 zł na sprzęt, a szukasz myszki naprawdę dużej i jakoś tam wyglądającej, to może i jest to opcja godna rozważenia. W każdym innym wypadku – nie.

Wybór nr. 2 – A4Tech Bloody P30 Pro

fot/x-kom

Druga propozycja na tej liście pochodzi od firmy, która boryka się z taką samą łatką jak ww. Natec. Tajwańczycy nadal jednak nie potrafią(lub nie chcą) całkowicie zmienić swojego wizerunku. Na całe szczęście nie przeszkadza im to w produkowaniu również dobrych modeli, w wyniku czego obok takich baracheł jak V8m, dostajemy też produkty świetne, takie jak właśnie P30 Pro. W teori jest to myszka niesamowicie zbliżona do Kryptona 770 – ten sam sensor, kształt podobny do DeathAddera i bardzo dobra jakość jak na cenę, jakiej żąda producent. W praktyce jednak gryzonie te różnią się znacząco. P30 Pro jest odczuwalnie mniejsza od Kryptona, posiada metalowe ślizgacze i o wiele lepsze przyciski główne, w których A4Tech zastosował autorską technologię LK, łączącą cechy standardowych switchy z technologią optyczną. Czy są to najlepsze przełączniki pod słońcem? Nie. Czy przyjemnie się z nich korzysta? Zdecydowanie tak. Przed zakupem P30 Pro warto jednak postarać się o możliwość wcześniejszego przetestowania lub chociaż zamówić ją przez internet, aby w razie czego móc ją bez problemów zwrócić. Metalowe ślizgacze stosowane w myszkach Bloody mają bowiem swoje plusy, lecz cechują się również niesamowicie szybkim ślizgiem, co nie każdemu musi się spodobać. W gruncie rzeczy, jeśli jednak dogadasz się z unikalnym prowadzeniem myszy, powinieneś być zadowolony. Wyżej wspomniałem również o szczególnym przeznaczeniu Kryptona dla korzystających z palm-gripa graczy. P30 Pro jednak, mimo bycia w głównej mierze skurczonym w praniu Kryptonem, może zadowolić również grupę innych użytkowników. Z racji na nieco innne wyprofilowanie(szczególnie prawego boku) no i rzecz jasna rozmiar, propozycja A4Techa spodobać się może również użytkownikom fingertipa oraz wszelakich mieszanek palma z fingerem. Zasadniczo im większa dłoń, tym bardziej w stronę fingertipa powinien przechodzić chwyt.

Wybór nr. 3 – Dream Machines DM1 Pro

dm1pro

fot/morele.net

Zbliżając się drobnymi kroczkami do końca części wpisu poświęconej “tym większym” gryzoniom, opuścimy firmy z dalekiego wschodu i przejdziemy do czegoś o wiele bliższego. Konretniej do naszych rodaków z Dream Machines! DM tworzy sprzęty naprawdę świetne i odnoszę wrażenie, że określenie tej firmy mianem “polskiego Zowie” nie będzie szczególnym nadużyciem. Ale do rzeczy – za niecałe 130 zł warszawska firma zaoferuje nam świetnie wykonanego, lekkiego gryzonia z bardzo przyjemnymi przyciskami i o kształcie wychwalanego za ten aspekt SteelSeries Sensei. Tym którzy mistrza nie kojarzą, powiem jedynie, że dogada się z nim zdecydowana większość użytkowników, a niezadowoleni odejdą raczej tylko fingertipowcy oraz posiadacze mniejszych dłoni. Tak więc – czy czegoś więcej potrzeba do szczęścia? Teeeoooretycznie tak. Po pierwsze DM1 Pro jest myszą plug&play i z tej racji nie posiada absolutnie żadnych sterowników. Dla jednych będzie to problemem, dla innych(w tym mnie) wręcz przeciwnie. Drugą sprawą jest sensor PMW3310. Czy to zły sensor? Nie, oczywiście że nie. Jest to optyk świetny, a Panowie z DM odwalili kawał dobrej roboty przy jego kalibracji, sprawiając, że kursor w niemalże każdej sytuacji zachowa się tak, jak przewidujemy. Jest on po prostu nieco gorszy niż ww. PMW3360, a dla pewnej grupki myszkowych purystów już to będzie wystarczającym powodem do narzekań. Obiektywnie jednak patrząc, DM1 Pro jest genialnym gryzoniem, szczególnie przy swojej aktualnej cenie.

Wybór nr. 4 – Lioncast LM50

lioncastlm50

fot/PurePC

 

Czy można kupić Logitecha G403 do 150 zł? Niestety nie… no chyba, że wystarczy Ci taki no-prawie-g403. A tak poważniej – sugerowanie, że LM50 to zwykła podróbka, byłoby dość dalekie od prawdy, bo choć oba gryzonie rzeczywiście są do siebie uderzająco podobne, to mają jedną, dość znaczącą różnicę. Mowa o rozmiarze. LM50 to taki ziomek, który zaczął chodzić na siłownię pięć razy w tygodniu i zalewać białko białkiem w białku. Po roku niby poznajesz, że to on, ale wymiary kompletnie się już nie zgadzają 😉 Mysz ze stajni Lioncast’a ma więc świetny kształt G403, jednak dostosowany do posiadaczy nieco większych dłoni. Najodpowiedniejszym chwytem wydaje się tu rzecz jasna palm, jednak komuś o większych dłoniach(jak mi) korzystanie również z claw-gripu nie powinno sprawić większych problemów. Dodajmy do tego PMW3360, porządne oprogramowanie i nie najgorszą jakość, a otrzymamy całkiem przyzwoitą mysz do 150 zł. Jedynym jej dość rażącym grzechem wydają się przyciski, które zdecydowanie odstają od lwiej części przedstawianych na tej liście propozycji. Mimo to, w myśl zasady, że mysz powinno wybierać się przede wszystkim na podstawie kształtu, LM50 wciąż powinien być poważnie rozważony przy następnych, gryzoniowych zakupach.

Wybór nr. 5 – DM5 Blink

dm5blink

fot/benchmark.pl

A co powiecie na Razer Basiliska? Tooo znaczy… Dream Machines Basiliska 2.0? DM5 Blink to tak naprawdę Razer Basilisk, w którym poprawiono wszystko, co trzeba było poprawić. Od kształtu, przez wagę, przyciski główne, i tak dalej, i tak dalej. No i cały ten pakiet w niższej cenie. Czy czegoś więcej trzeba do szczęścia? Moim skromnym zdaniem nie. Wciąż nieco za wysoka waga, brak jej regulacji, czy średnie przyciski boczne to rzeczy, które jak najbardziej można zaakceptować. Ba! Możnaby je zaakceptować nawet gdyby mignięcie kosztowało tyle co Basilisk, który wydaje się być jego naturalnym konkurentem. Panowie z Warszawy oddają w nasze ręce mysz naprawdę genialną, za którą żądają wręcz śmiesznych pieniędzy. Przed zakupem należy jednak wziąć pod uwagę jedną, dość ważną sprawę – racji tego, że Blink’a ciężko będzie przymierzyć do dłoni na stoisku w sklepie, warto przygotować się psychicznie na ewentualną konieczność odsyłania w ramach 14-dniowego zwrotu. Powodem jest jego typowo palmowy kształt, który raczej nie przypasuje posiadaczom wielkich dłoni. Koniec końców i tak najlepiej jest zamówić mysz do domu i przetestować przy swoim biurku i swoich grach, czyż nie? Może więc nie jest to aż taki problem 🙂

Wybór nr. 6 – SteelSeries Rival 110

rival110

fot/Steelseries

Przejdźmy teraz do gryzonia bardzo bliskiego mojemu sercu. Kiedy(stosunkowo niedawno) zaczynałem swoją przygodę z FPS’ami, moją pierwszą “poważniejszą” myszką został Rival 100. Wybór z jednej strony trafiony, bo setka prezentowała naprawdę świetną jakość wykonania* i działała o niebo lepiej od mojego poprzedniego potworka z Avago 5050 😉 Z drugiej jednak strony solidnie za nią przepłaciłem i co najgorsze – nie mając najmniejszego pojęcia o dobieraniu kształtu do dłoni, nie przewidziałem tego, że entry-level dziecko SteelSeries okaże się dla mnie zbyt małe. Pamiętaj o tym czytelniku przy dokonywaniu swojego wyboru 😉 Rozgadałem się strasznie, a przecież nie mamy całego dnia. Konkrety – Rival 110 to tak naprawdę nieznacznie ulepszony Rival 100. Ale czy to źle? Tak właściwie to nie, ponieważ już przed tym liftingiem, można było mówić o propozycji całkiem udanej: wyżej wspomniana jakość wykonania, nienajgorsze przyciski, przyjemny(tylko trochę za głośny) scroll i więcej niż wystarczający sensor. W moim odczuciu głównym problemem zawsze był tu przyciężkawy kabel. Dodając dziesiątkę do setki, duńska firma poprawiła jednak ten element, zmieniając przy okazji również optykę, która już w momencie swojej premiery była odgrzewanym kotletem(choć trzeba przyznać, że całkiem smacznym). Preferowany chwyty to w moim odczuciu głównie fingertip lub ewentualnie claw dla kogoś o mniejszych dłoniach.

*Niektóre Rivale 100 miały nieprzyjemną wadę, która sprawiała, że wierzchnia warstwa nieprzyjemnie się łuszczyła. Znajomemu stało się coś takiego już po pół roku, u mnie natomiast po prawie półtorej roku nie wydarzyło się absolutnie nic, a mysz wygląda niemal jak nowa

Wybór nr. 7 – Logitech g203/g102

Logitech G102 Prodigy

fot/morele.net

And last but certainly not least Logitech g203, czyli mysz, o której już mogliście przeczytać tutaj i zdecydowanie jeszcze się u nas pojawi. Powód jest dość prozaiczy – jest to po prostu piekielnie dobry sprzęt. Niewielka choć wyprofilowana w tak genialny sposób, że zarówno ja z moimi sporawymi łapskami, jak i moja ukochana z filigranowymi dłońmi, jesteśmy w stanie bez problemu z g203 korzystać. Rzecz jasna przy zupełnie innych chwytach, jednak da się! Sensor Mercury jest po prostu perfekcyjny, kabel(choć pozbawiony oplotu) bardzo giętki i niekrępujący ruchów, a jakość spasowania elementów z jakiegoś powodu wydaje się nawet lepsza niż w moim G403(chlipchlip). Czy G203 ma więc jakieś wady? Okazuje się, że posiada jedną, za to dość znaczącą. Mowa o głównych przyciskach. Przy całym moim zachwycie nad tym gryzoniem, wciąż jednak odnoszę wrażenie, że przyzwyczajenie się do niego wymagałoby co najmniej 2 rozbitych w napadzie furii monitorów. Klikacze sprawiają tu wrażenie tak lekkich, że byle podmuch wiatru byłby w stanie odpalić nimi youtube. Jeśli jednak przebolejesz ten jeden minus, dostaniesz prawdopodobnie najlepszą fingertipową za tak niską cenę. Nic tylko brać 😉

Słowem podsumowania: da się znaleźć dobrą mysz do 150 zł. Czy był jednak ktoś, kto w to w ogóle wątpił? Żyjemy w czasach, kiedy to najtańsze klawiatury mechaniczne da się zdobyć za nieco ponad jednego Jagiełłę, a gryzonie z topowymi sensorami lądują na promocjach za nawet mniejsze kwoty. Grunt to dobrać odpowiedni kształt do swojej dłoni(o czym w przyszłości prawdopodobnie również przygotuję bardziej rozbudowany wpis). Nie wpędź się Drogi Czytelniku w taką pułapkę, w jaką ja wpędziłem się z kupnem Rivala 100. W pierwszej kolejności ZAWSZE powinien iść kształt i rozmiar, a dopiero później sensor, przyciski i tak dalej i tak dalej.

A może Ty masz jakieś propozycje, których tu nie uwzględniłem? Jeśli tak to koniecznie zostaw komentarz poniżej, a ja… żegnam się serdecznie 🙂