IzakTV

Strona główna » ponczek: Stwierdziłem, że będę robił swoje, a moje rezultaty będą przemawiały za moje słowa

ponczek: Stwierdziłem, że będę robił swoje, a moje rezultaty będą przemawiały za moje słowa

Autor: Krzysztof Sarna

– Nasze sukcesy zdarzają się bardzo szybko. Coraz to szybciej przełamujemy kolejne bariery. Przychodząc do Wisły trzy miesiące temu, co jest bardzo krótkim okresem naszej drużyny, stawiałem sobie za cel dojście między TOP40 a TOP50 do końca roku. Tymczasem jesteśmy prawie w  TOP30, a zostały jeszcze dwa miesiące do końca roku. Jestem tylko jeszcze głodniejszy zdobywania kolejnych osiągnięć. Nie pozostaje nic, jak się cieszyć i pracować coraz ciężej – opowiadał nam Patryk “ponczek” Wites, najnowszy nabytek Wisły All in! Games Kraków, która w ostatnim czasie triumfowała w Nine to Five 5.

Krzysztof Sarna: Na samym starcie poruszę kwestię Twojej dość długiej absencji. Przez prawie rok odkąd rozstałeś się z AVEZ, nie grałeś dla żadnej organizacji. Dlaczego tak długo?

Patryk “ponczek” Wites: Myślę, że był to dosyć dziwny okres w Polsce. W tamtym okresie drużyny dopiero się formowały, były te zmiany, a ekipy dopiero się odbudowywały. Ciężko było otrzymać ciekawe propozycje, szczególnie po tym, jak w AVEZ nie szło nam za dobrze. Dostałem kilka propozycji od drużyn występujących w Mistrzostwach Polski, ale nie chciałem się w to angażować i wolałem przeczekać ten czas.

Nie miałeś czegoś takiego, że chciałeś powiedzieć “dość” i odwiesić myszkę na kołek?

Na tamten moment od razu po odejściu z AVEZ nie miałem czegoś takiego. Cały czas nastawiałem się na granie. Jednak na półtora miesiąca przed ofertą z Wisły dochodziły do mnie myśli, czy całkowicie nie porzucić csa albo nie spróbować jako trener.

Wspomniałeś, że myślałeś nad dalszym graniem, ale nie rozważałeś przykładowo innej drogi, bądź robienia czegoś zupełnie innego?

Była opcja przejścia na VALORANTA odkąd tylko pojawił się tytuł, jednak po kilku rozgrywkach w wersji beta stwierdziłem, że nie chce się w to angażować, ponieważ gra nie przypadła mi za bardzo do gustu. Jeśli miałbym kontynuować karierę gracza, to byłby to właśnie Counter-Strike.

Jednak czas wakacji w twoim wykonaniu dobiegł końca w sierpniu, kiedy to związałeś się z Wisłą Kraków. Czy na tamten moment była to dla ciebie najlepsza możliwa opcja, jaka się tylko pojawiła?

Uważam, że gdyby nie ta propozycja to z upływem czasu jakiekolwiek prawdopodobieństwo na dostanie innej oferty by malało. Tamten okres był dla mnie zbawieniem i bardzo się z tego powodu cieszę. Cały czas doceniam, że dostałem tę szansę.

Jakie były kulisy twojego dołączenia do organizacji z Krakowa?

Wisła potrzebowała pomocy w MDL-u. Kiedy miały miejsce pierwsze zmiany, był to okres jeszcze przed wakacjami. Z byalim i mouzem pomagaliśmy Wiśle w tych rozgrywkach. Wtedy poszło nam bardzo słabo i przegraliśmy praktycznie wszystkie spotkania. Dodatkowo doszły baraże o utrzymanie miejsca, w których pokazaliśmy się dobrze. Utrzymaliśmy tego slota, a reszta zawodników i trener byli ze mnie zadowoleni. Następnie rozpoczęły się testy na pełnoprawnego zawodnika, w których brałem udział. Uważam, że pokazałem się w nich z dobrej strony, ale w ostateczności nie otrzymałem angażu w ekipie. Na tamten okres otrzymał go Fanatyk, ale nie miałem chłopakom tego za złe. Wiem, jak to wyglądało z ich strony i dlaczego podjęli taką decyzję. Kolejne prawie trzy miesiące zostawałem bez drużyny i po cichutku sprawdzałem, jak sobie radzą w nowym składzie. Był jednak ten płomyk nadziei, że może chłopaki się odezwą do mnie. Z pomocą przyszła końcówka lipca, kiedy otrzymałem ofertę i dołączyłem do Wisły Kraków.

Kiedy pierwotnie do składu wybrano fanatyka, nie czułeś demotywacji? Czy może jednak był to impuls do tego, by trenować jeszcze ciężej?

Teraz już do końca nie pamiętam, jakie emocje mną kierowały. Byłem trochę zawiedziony, jednak chwilę przed decyzją otrzymałem wiadomość od SZPERA i Loorda, że nie spodziewali się, że tak dobrze mi pójdzie na testach i uważają mnie za dobrego zawodnika. Ponadto dali mi do wiadomości, że nie wykluczają, że w przyszłości skorzystają z moich usług. To dodało mi kopa i zacząłem w to wierzyć coraz bardziej, dzięki czemu zacząłem grać coraz więcej. 

Nie bałeś się, że po tak długim okresie stagnacji nie będziesz w stanie pomóc Wiśle?

Nie. Myślę, że nie było w czymś takim problemu, a nawet o tym nie rozmyślałem. Rozgrywając wcześniej MDL-a, baraże i biorąc udział w testach, czułem się dobrze. Nie czułem żadnego dyskomfortu w grze. Wydaje mi się, że może i nie była to moja najwyższa dyspozycja, ale czułem, że moja forma jest stabilna.

Patryk “ponczek” Wites w momencie dołączenia do Wisły All in! Games Kraków. Fot. Wisła All in!/Łukasz Twardowski

Jak wyglądały Twoje początki w szeregach Białej Gwiazdy? Czy od samego początku mieliście jasno postawione cele, czy powiedzieliście, że jakoś to będzie i zobaczymy w przyszłości?

Dołączyłem w momencie, kiedy naszym pierwszym treningiem było pojechanie na bootcamp. To właśnie tam zaznaczaliśmy nasze pierwsze treningi. Przed obozem tylko chwilę spędziliśmy na serwerze wraz ze SZPEREM i Loordem. Ustalaliśmy, jakie role będę pełnił na danych mapach i jakie miejscówki przyjdzie mi kryć. Uważam, że jeśli o to chodzi, to doskonale się wpasowałem w drużynę, bo wszystkie wolne miejsca, które były do obstawienia przeze mnie to były miejscówki, które kryłem przez całą moją karierę, więc tutaj dopasowaliśmy się perfekcyjnie. Jak rozpoczęliśmy bootcamp nasze wyniki wyglądały naprawdę obiecująco. Od samego początku wiedziałem, że możemy dużo zdziałać. Myślę, że krok po kroku idziemy cały czas do przodu i udowadniamy, że jesteśmy w stanie grać na tym wyższym, europejskim poziomie.

Można by rzec, że od razu zaczęliście z grubej rury, ponieważ odbywaliście bootcamp. Na jakich aspektach najbardziej się skupialiście?

Na początku istotną kwestią było poznawanie siebie, ponieważ hades również po raz pierwszy spotkał się z chłopakami. Sądzę, że dobrze przepracowaliśmy ten bootcamp. Zwracaliśmy uwagę na podstawy oraz zgranie. Nie robiliśmy większych strategii czy multum taktyk. Postanowiliśmy, że to będzie taki freestyle i zobaczenie, jak sobie poradzimy w takim zestawieniu. Z czasem do naszej gry zaczęliśmy dodawać coraz więcej teorii oraz aspektów taktycznych.

Oglądając vlogi z waszego obozu, można było odnieść wrażenie, jakbyście się znali od zawsze. Jaka w rzeczywistości panuje atmosfera w waszej ekipie?

Jesteśmy zżyci, jak przystało na drużynę. Nie ma czegoś takiego, że ktoś kogoś nie lubi lub ktoś do kogoś żywi urazę. Jesteśmy swego rodzaju kolektywem. Ja z myniem znamy się około pięciu lat. Wspólnie graliśmy w różnych drużynach. Tak samo jest zresztą w przypadku mynia ze SZPEREM, którzy znają się również długo, a w przeszłości grali w Adwokaciku. Jesteśmy przyjaciółmi, a kolektyw jest u nas uważany za dobrą cechę.

Poruszając jeszcze kwestię twojego dołączenia, w społeczności pojawiały się zarzuty odnośnie do kolesiostwa. Jakbyś się do tego odniósł?

Rzeczywiście widziałem takie komentarze. Spodziewałem się, że coś takiego się pojawi. Nie chciałem się skupiać na tych wzmiankach, tylko powiedziałem jasno, aby wyniki przemówiły za nas. Myślę, że niektórym dały one do myślenia.

Jak czujesz się z tym że współpracujesz z tak doświadczonym trenerem, jakim jest loord? Jak oceniasz jego działania jako szkoleniowca? 

W mojej karierze nie miałem wielu okazji do pracowania z trenerami w moich drużynach. Jestem w stu procentach pewny, że Loord jest najbardziej utytułowanym trenerem w naszym kraju. To zaszczyt móc pracować z kimś takim i dużo nam to daje. Czuję ogromne zadowolenie, że ktoś taki sprawuje pieczę nad naszym zespołem.

Na pierwszy sukces nie musiałeś długo czekać. Zaledwie po trzech tygodniach od twojego dołączenia dotarliście do finału Nine To Five 3, w którym uznaliście wyższość Teamu Spirit.

Był to bardzo dobry turniej z naszej strony. W czterech pierwszych meczach BO3 nie straciliśmy żadnej mapy. To był bardzo dobry początek zmagań. Stwierdziliśmy, że naprawdę możemy wygrać ten turniej. W play-offach natknęliśmy się już na problemy. Te spotkania były bardzo wyrównane. Mecze z MIBR i North były dla nas trudne, ale dały nam niesamowitego kopa motywacyjnego. Niesamowite było to, że w tak krótkim czasie potrafimy pokonywać tak dobre zespoły. Jednak ten finał ze Spirit nie wyglądał już tak kolorowo. Przegraliśmy dosyć wysoko obie mapy, a na dodatek wjechało zmęczenie. Nie braliśmy jednak całkowicie tej porażki do siebie, bo wydawało nam się na tamten moment, że i tak zrobiliśmy dużo.

Na przełomie września i października rozegraliście dużą ilość kwalifikacji. To do DreamHacka Open Fall, to do drugiego sezonu Flashpointa czy też do IEM Beijing. Jak się okazało bez skutku.

Do tej pory w otwartych kwalifikacjach nie za dobrze nam szło. Mieliśmy lekkie kłopoty z pulą map na takie eliminacje rozgrywane w formacie BO1. Dodatkowo w każdym meczu skupienie było trochę inne. Nie załamujemy się jednak i myślę, że na następne otwarte kwalifikacje będziemy już dużo lepiej przygotowani. Oczywiście celujemy w dostanie się na turnieje wyższej rangi.

Z biegiem czasu fani mogą dostrzec, że nie próżnujecie i ciężko trenujcie, czego dowodem jest pierwsze miejsce w fazie zasadniczej ESL Mistrzostw Polski.

Cały czas trenujemy i nie marnujemy okresu przeznaczonego na przygotowanie. Nasze treningi są produktywne. Oczywiście czasami zdarzy się gorszy moment, gorsze PCW, gdzie trochę luźniej zagramy. Każdy z nas wie, nad czym mamy pracować i skupiamy się, aby cały czas iść do przodu. Sądzę, że kibice to widzą, a osiągane rezultaty również to odzwierciedlają.

Można też dostrzec, że przeważnie przeciwko polskim drużynom gra idzie wam po prostu łatwo. Inaczej jest jednak w potyczkach z formacjami zza granicy. Jak myślisz, dlaczego tak jest?

Nie zauważyłem takiego zestawienia. Wydaje mi się, że tak samo podchodzimy do spotkań zarówno z polskimi, jak i zagranicznymi zespołami. Wiadomo, że styl gry się różni, ale my potrafimy się dostosować pod każdego przeciwnika. Na ten moment wydaje mi się, że możemy z każdym wygrać.

Niebawem startuje faza pucharowa ESL Mistrzostw Polski. Raczej się nie pomylę, jeśli stwierdzę, że waszym celem minimum jest zdobycie tego mistrzostwa?

Zgadza się. Z pewnością jest to prestiżowy turniej, który chcemy zwyciężyć jako nasz pierwszy wspólny sukces w Polsce. Za granicą udało się ostatnio po raz pierwszy odnieść zdobycz. Celujemy w pierwsze miejsce i tylko to się liczy.

Myślisz, że jest ktoś w stanie stanąć na waszej drodze, czy będzie to raczej gładka przeprawa?

Wątpię, aby była to gładka przeprawa, raczej nie ma takiej opcji. Na pewno będzie walka ze strony Illuminar, które uważam za naszego największego rywala w tej odsłonie Mistrzostw Polski. Reszta ekip również może zaskoczyć, czy to Izako Boars, PACT czy również AVEZ, więc nie wiadomo z kim się zetkniemy w półfinale.

Nie sposób nie wspomnieć o kapitalnym występie w Nine to Five 5. Powiedz na samym wstępie, co tam się wydarzyło?

Dosyć nieoczekiwanie otrzymaliśmy zaproszenie do tego turnieju, ponieważ MIBR się wycofało. Dostaliśmy informację, że zagramy w tym wydarzeniu na około piętnaście godzin przed startem ćwierćfinałowego meczu z K23, więc nie mieliśmy praktycznie czasu na analizę przeciwnika. Budzimy się i z marszu o godzinie 12:00 graliśmy przeciwko K23, z którym ostatecznie wygraliśmy. Nadeszło spotkanie ze Sprout, które było bardzo ciężkie. Wracaliśmy z wyniku 15:10 na ostatniej mapie i zwyciężyliśmy po dogrywce. To był drugi mecz przeciwko Sprout, który wygraliśmy. Wcześniejszy miał miejsce w MDL-u. Przed tymi dwoma pojedynkami przegraliśmy z nimi trzy razy z rzędu w formule BO3. Ta rozgrywka dała nam dużego kopa, chcieliśmy się zrewanżować i finalnie się udało. Ta wiktoria pociągnęła nas do wygrania całego turnieju. Grając w finale z MAD Lions  ciągle mieliśmy z tyłu głowy, że przeciw Sprout udało się dogonić tak odległy wynik. Właśnie na ostatniej mapie z lwami wróciliśmy z identycznego rezultatu i po niesamowitych zwrotach akcji, a także trzech dogrywkach zwyciężyliśmy. Było to naprawdę niesamowite uczucie i śmiało mogę stwierdzić, że jest to moje największe osiągniecie w dotychczasowej karierze.

Fot. Wisła All in!/Jeremi Śpiewak

Na ostatecznej mapie w spotkaniu ze Sprout Trainie to ty byłeś bohaterem w decydującej fazie spotkania. Najpierw wyróżniałeś się w drodze po dogrywkę, a przypomnę, że przegrywaliście 10:15. Indywidualnie zaprezentowałeś niesamowitą formę. Nie zżera cię presja w tak ciężkich momentach?

Wydaje mi się, że nie. Grałem za dużo takich spotkań i nie czuję większej presji w turniejach online. Być może w LAN-owych imprezach gdzieś rzeczywiście by się wkradł ten stres, ale w Internetowych zmaganiach się tego nie czuje.

Euforia musiała być z pewnością nieopisana, kiedy pokonaliście wyżej notowane Sprout, prawda?

Euforia z pewnością była nieopisana. Cieszyliśmy się z każdej zdobytej rundy, kiedy dążyliśmy po dogrywkę na Trainie. Towarzyszyły nam niesamowite emocje i wierzyliśmy, że naprawdę damy radę to zrobić. Euforia po meczu była bardzo porównywalna do tej po spotkaniu z MAD Lions.

Pierwsza mapa weszła gładko na konto ekipy ze Skandynawii. Czy w momencie, kiedy przegrywacie do sześciu, wasze morale idą w dół, czy wyrzucacie to z głowy i podchodzicie do kolejnej mapy jak gdyby nigdy nic?

Faktycznie mieliśmy kłopoty na pierwszej mapie, ale stwierdziliśmy, że nie mamy nic do stracenia. Nasz wynik, tak jak w poprzednim turnieju Nine to Five i tak już jest wysoki i możemy tylko zyskać. Wyrzuciliśmy tego Nuke’a z głowy i podeszliśmy z czystą głową do następnej. Dzięki temu Mirage potoczył się po naszej myśli.

Na decydującej mapie w finale  Overpassie spotkała was identyczna sytuacja co w meczu ze Sprout na Trainie. Znowu przegrywaliście 10:15 i ponownie byliście w stanie doprowadzić do dogrywki.

Kiedy wygraliśmy pierwszą rundę, zaczynając comeback, poczuliśmy, że jesteśmy w stanie zrobić to samo, co w spotkaniu ze Sprout. Wiara poprowadziła nas do tego, że zdołaliśmy ponownie pojawić się w finale i ostatecznie go wygrać.

W dogrywce szansę na zwycięstwo miała Biała Gwiazda, jak i Mad Lions. Co ostatecznie zadecydowało, że to wy wygraliście Nine to Five 5?

Ciężko stwierdzić. To była gra błędów, a my tych błędów popełniliśmy troszeczkę mniej.

Wiele także mówi się o Wiśle w kontekście najlepszej drużyny w Polsce. Uważasz, że jesteście obecnie numerem jeden w kraju? 

Myślę, że to nie będzie wielkie zaskoczenie, jeśli powiem, że tak. Na ten moment czujemy się najlepszą drużyną w Polsce. Jednak nie celujemy w to, żeby być najlepszymi w kraju, tylko w to, aby osiągać coraz więcej w europejskich rozgrywkach, a także plasować się wyżej w rankingu HLTV. Jest to fajny dodatek, ale naszym celem są wcześniej wspomniane europejskie zmagania.

Nie obawiasz się presji, która w związku z ostatnim dokonaniem będzie na was spoczywać?

Nie rozmyślałem nad tym.

Do końca roku pozostały dwa miesiące. Powiedz zatem, co jeszcze czeka waszą ekipę tej jesieni.

Do rozegrania zostały nam Mistrzostwa Polski, w których czekamy już w półfinale. Również czekają nas play-offy MDL-a na przestrzeni dwóch-trzech tygodni, w których zagramy ponownie ze Sprout. Na ten moment skupiamy się na treningu. W tle jest także PLE, które traktujemy nieco luźniej. Być może na horyzoncie pojawią się jeszcze jakieś internetowe rozgrywki pokroju Nine to Five.

Stawiacie sobie jakieś konkretne cele? Od upragnionego TOP30 rankingu HLTV dzieli was z pewnością niewiele. 

Nasze sukcesy zdarzają się bardzo szybko. Coraz to szybciej przełamujemy kolejne bariery. Przychodząc do Wisły trzy miesiące temu, co jest bardzo krótkim okresem naszej drużyny, stawiałem sobie za cel dojście między TOP40 a TOP50 do końca roku. Tymczasem jesteśmy prawie w  TOP30, a zostały jeszcze dwa miesiące do końca roku. Jestem tylko jeszcze głodniejszy zdobywania kolejnych osiągnięć. Nie pozostaje nic, jak się cieszyć i pracować coraz ciężej.

Wracając z lekka do początku naszej rozmowy, co sądzisz o tym, że kiedy wstępowałeś do klubu z Krakowa, mówiono, że z ponczkiem nie uda się osiągnąć niczego wielkiego, a nawet Wisła na pokładzie z Tobą się cofnie?

Ludzie mogli tak uważać i nie mam nic do tego. Jednak ja tego za bardzo nie komentowałem, tylko stwierdziłem, że będę robił swoje, a moje rezultaty będą przemawiały za moje słowa.

Jak się teraz czujesz z tym, że twój transfer do Wisły Kraków jest oceniany mianem najlepszego transferu w 2020 roku?

Z pewnością mnie to cieszy. Wiem, na co mnie stać i zdawałem sobie sprawę, że w tej formacji tkwi potencjał, jednak nie zdawałem sobie sprawy, że aż taki. Pcha mnie to jeszcze cięższej pracy i stawania się coraz lepszym.

Chciałeś coś komuś udowodnić, czy działałeś w zaciszu dla samego siebie?

To było granie dla samego siebie i udowodnienie wpierw, że stać mnie na rywalizację na takim poziomie.

Na sam koniec klasycznie. Czego ci życzyć?

Zdrowia oraz sukcesów drużyny.